środa, 26 kwietnia 2017

Bardzo bohaterski BOOK TAG w szponach Aleksandry

Cześć,

Czasami śmieję się z innych, że w tak młodym wieku już zmagają się z objawami przedwczesnej sklerozy, polecając im specjalne tabletki czy syropy. Niestety ja sama powinnam brać swoje sugestie pod uwagę, bo nie mam lepszej pamięci. Zdążyłam już zapomnieć, że zostałam nominowana (na własne życzenie) przez Olę K. z bloga Nieuleczalny książkoholizm do...



Zmobilizowałam się i w asyście przygrywającej w słuchawkach Lindsey Stirling rozpoczęłam swoją przygodę związaną z tworzeniem odpowiedzi. To było prawie jak test, do którego znałam odpowiedzi, ale przy niektórych kwestiach potrzebowałam wsparcia poprzez kontakt wzrokowy z grzbietami pewnych książek. I co takiego powypisywałam?
Dowiecie się tego, klikając po więcej!

niedziela, 23 kwietnia 2017

Marsjanin oczami Aleksandry

Autor: Andy Weir
Tytuł: Marsjanin
Tytuł oryginału: The Martian
Przekład: Marcin Ring
Wydawnictwo: Akurat:
Ilość stron: 448 (wersja pocket)

Człowiek z natury nie lubi być osamotniony. Choćby twierdził inaczej, to i tak po pewnym czasie łaknie obecności drugiej osoby. A jak już naprawdę się uprze, że towarzystwo drugiego człowieka jest mu całkowicie zbędne, to zazwyczaj sprawia sobie jakiegoś czworonożnego kumpla. Co nie zmienia faktu, że samotność przegrywa tę walkę w mgnieniu oka. Ale co by było, gdyby człowiek łaknął bliskości innego człowieka, a nie mógł tego uzyskać?
Mark Watney należał do ekipy marsjańskiej ekspedycji, gdzie miał swoje narzucone z góry zadanie. Niestety nawet nie zdążył udowodnić swojej inteligencji na Czerwonej Planecie, kiedy straszliwa burza piaskowa zmusiła jego drużynę do ucieczki. Pech czuwał nad mężczyzną i uaktywnił się w złej godzinie, przez co został ciężko ranny i stracił przytomność. Brak odzewu z jego strony był jednoznaczny z jednym – utracili go na zawsze.
Kiedy Mark wybudził się z niespodziewanego snu, odkrył że pozostał na Marsie całkowicie sam. Nie, nie mógł powtórzyć losów sławnego Kevina, ponieważ do dyspozycji pozostał mu zdewastowany przez wichurę obóz, minimalne zapasy powietrza i żywności oraz brak łączności z Ziemią. Nawet brakowało złodziejaszków, którym mógłby zagrać na nosie. Gorsza jednak była świadomość, że pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab z Houston uważali go za martwego, więc nikt nie mógł zorganizować wyprawy ratunkowej. Chociaż chwila... ona i tak przecież by nie pomogła! Gdyby wyruszono po niego natychmiastowo, to dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabrakłoby mu pożywienia, wody i powietrza. Czyli i tak źle, i tak niedobrze. Jednakże Mark nie zamierzał się poddawać.
Watney rozpoczął heroiczną walkę o przetrwanie, a sporą wagę miały w tym nabyta wiedza, zdolności techniczne, pomysłowość i czasami szczęście.
Tylko czy to wystarczy, aby przeżyć? Jaki był sens walki, skoro i tak resztę życia miał spędzić w osamotnieniu? A może ktoś nad nim czuwał i zareagował w doskonałym momencie?
Powiadają, że głupi to ma zawsze szczęście. A co w takim razie z tymi mądrymi?

Swego czasu o [Marsjaninie] było dość głośno. Nie było to tylko spowodowane wchodzącą do kin ekranizacją, ale również za sprawą żartów nawiązujących do niecodziennej uprawy ziemniaków, jakie zalały internet. Nawet sklepy wykorzystywały ten chwyt marketingowy, umiejscawiając tę książkę w dziale owocowo-warzywnym. Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała się dowiedzieć, o co tyle szumu. Zaopatrzona we własny egzemplarz natychmiastowo rozpoczęłam kosmiczną przygodę z Markiem Watneyem. Tylko czy towarzystwo tego astronauty było znośne? A może zapragnęłam zostać pierwszym trupem na powierzchni Marsa?

środa, 19 kwietnia 2017

Doskonała pomyłka oczami Aleksandry

Autor: Katie Agnew
Tytuł: Doskonała pomyłka
Tytuł oryginału: The Inheritance
Przekład: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 480

Chyba nie ma na świecie takiej osoby nieposiadającej na swoim koncie choćby jednej kłótni z rodzicami. Ta czynność jest nieunikniona niczym wypadnięcie mlecznych zębów. Brak odzewu na prośby, przyjście kilkanaście minut po „godzinie policyjnej”... są różne przyczyny waśni i ich stopnie rażenia. Ale co wtedy, gdy dziecko doprowadza do tego, że rodzice całkowicie się od niego odwracają?
Sophia Beaumont-Brown już od kilku lat nie ma kontaktu ze swoją rodziną. Po dość nieprzyjemnej akcji oraz jej przykrych skutkach odcięli się od niej całkowicie, przez co kobieta zostaje zostawiona na lodzie. Wpadająca ze skrajności w skrajność nawet nie myśli, aby zmienić swoje życie. Sophia nadal żyje przeszłością, a ta żeruje na niej coraz to zachłanniej, zbliżając ją do dna. Jednakże znajduje się ktoś, kto wyciąga do niej pomocną dłoń.
Matilda Beaumont, babcia Sophii, zaczyna wysyłać do kobiety listy. Ta początkowo nie jest w stanie po nie sięgnąć, lecz pod silnym naciskiem przyjaciela postanawia zaryzykować. Po którymś z rzędu zbiera się na odwagę i zamierza spotkać się z osobą, która w tak piękny sposób opowiada o swym dzieciństwie, pierwszych krokach w dorosłości czy też rodzinnych tajemnicach. Sophia nie wyobraża sobie, aby mogła zaprzepaścić okazję spędzenia czasu z kimś, kto jako jedyny jeszcze w nią wierzy – w końcu lada moment nawet i jej może zabraknąć.
Sophia, rozmawiając z babcią na temat listów, dostaje nietypowe zlecenie. Otóż ma odnaleźć zaginiony przed laty naszyjnik z pereł, mający wartość sentymentalną dla umierającej starszej pani. Kobieta postanawia spełnić ostatnią z próśb Matildy Beaumont, próbując odwdzięczyć się za to, że zawsze umiała odnaleźć dla niej odrobinę wolnego czasu.
Tylko czy tutaj chodzi o samo odnalezienie naszyjnika? A może stoi za nim coś znacznie więcej niż sentymenty?
Bo niektóre tajemnice chciałoby się zabrać ze sobą do grobu...

Już kiedy przeglądałam zapowiedzi wydawnictwa Czarna Owca, dostrzegłam tę książkę ze względu na dość chwytliwy tytuł. Owszem – okładka również przykuwała wzrok, ale to właśnie ten wcześniejszy czynnik plus bardzo kuszący opis przyczyniły się do tego, że sięgnęłam po [Doskonałą pomyłkę]. Tylko czy to był przemyślany ruch? A może pragnę usunąć pierwsze słowo z tytułu książki?

wtorek, 18 kwietnia 2017

Wyspa mgieł, czyli reklamuję #8

Cześć,

Święta już za nami, a więc przyszedł czas, by nieco odetchnąć od zapychania brzuchów smakołykami stojącymi na stole. Wymęczeni sałatkami czy mazurkami czujemy ciężkość nawet przy przeglądaniu blogosfery. Dlatego ja wychodzę wszystkim naprzeciw i oferuję zapowiedź bardzo intrygującej mnie książki od dziewczyny, którą zna prawie każdy, kto ma do czynienia z Wattpadem. Elise Blackpool, a raczej Maria Zdybska, postanowiła zaryzykować i podesłać swoje dzieło do wydawnictwa i... udało się! Teraz tylko oczekuje, aż jej papierowe maleństwa dotrą do jej domu, a reszta powędruje do księgarnianych domów dziecka. Chcecie dowiedzieć się, czym nakarmi Was jedna z najbardziej rozchwytywanych ambasadorek polskiego skrawka tego popularnego serwisu z opowiadaniami?
Rozwiń, a odkryjesz tę tajemnicę!

piątek, 14 kwietnia 2017

Ale to już było, czyli Bluszczowe Wspomnienia #5

Cześć wszystkim,

Z racji tego, że mamy już prawie połowę kwietnia – co naprawdę mnie zaskoczyło – to wypadałoby się ogarnąć w sobie i zaprezentować kolejny post z serii, która jakimś cudem przypadła Wam do gustu. Oczywiście mam nadzieję, że wszelkie pozytywne słowa skierowane w jej słowa są szczere, bo inaczej zamknę się w sobie i zniszczę kluczyk! A tak na serio to ta część wydaje mi się być najkrótsza, co nieco mnie smuci. Naprawdę miałam przy niej niewiele pracy, co jest nad wyraz dziwne. Przytoczenie fragmentów z jedenastu recenzji to pikuś w porównaniu z miesiącami, kiedy to ich było dwa razy więcej! Czyżby dieta wspomagająca zrzucić zbędne słowa?
Nie będę już dłużej przedłużać. Po prostu zapraszam na...



Jesteście gotowi na kolejną powtórkę z rozrywki? :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka