Tytuł: "Utrata"
Oryginalny tytuł: "Ruin"
Tom: I
Seria: Zatraceni
Wydawnictwo: Feeria young
Ilość stron: 304
Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje niebo.
Trudno jest żyć, kiedy twój wewnętrzny zegar przypomina ci,
że nie zostało wiele czasu. I nie tylko on zresztą. Towarzyszy mu przecież coś,
co bytuje w twoim organizmie i zagraża mu niczym pasożyt. Sama tego świadomość
sprawia, że życie nie jest już takie samo. W końcu wiesz, że nie masz szans na
życie tak długie jak inni, jeśli leczenie lub operacja zawiedzie. Niemal słyszysz
tykanie wskazówki, która z każdą sekundą przybliża się do celu. Jest niczym
bomba, czekająca tylko na detonację.
Tak jak przy „Powodzie by oddychać” nie mogłam się wysłowić,
tak to samo uczucie towarzyszy mi przy „Utracie”.
Kiersten nie miała łatwego życia. Przez długi czas siedziała
samotnie w pokoju, rozpaczając po śmierci rodziców, aż w końcu postanowiła się
przełamać i zacząć naukę w collage’u. Już pierwszego dnia poznaje Westona –
przystojnego, sławnego i bogatego chłopaka. Ich drogi przecinają się, są jak dwa pędzące
pociągi, które nagle postanawiają się zderzyć z wielkim hukiem. Powstaje chaos,
z którego wyłania się świetna historia o chorobie, miłości i nadziei, której
płomień tli się aż do końca.
