środa, 27 stycznia 2016

Utrata oczami Królika

Autor: Rachel van Dyken
Tytuł: "Utrata"
Oryginalny tytuł: "Ruin"
Tom: I
Seria: Zatraceni
Wydawnictwo: Feeria young
Ilość stron: 304









Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje niebo.
Trudno jest żyć, kiedy twój wewnętrzny zegar przypomina ci, że nie zostało wiele czasu. I nie tylko on zresztą. Towarzyszy mu przecież coś, co bytuje w twoim organizmie i zagraża mu niczym pasożyt. Sama tego świadomość sprawia, że życie nie jest już takie samo. W końcu wiesz, że nie masz szans na życie tak długie jak inni, jeśli leczenie lub operacja zawiedzie. Niemal słyszysz tykanie wskazówki, która z każdą sekundą przybliża się do celu. Jest niczym bomba, czekająca tylko na detonację.
Tak jak przy „Powodzie by oddychać” nie mogłam się wysłowić, tak to samo uczucie towarzyszy mi przy „Utracie”.
Kiersten nie miała łatwego życia. Przez długi czas siedziała samotnie w pokoju, rozpaczając po śmierci rodziców, aż w końcu postanowiła się przełamać i zacząć naukę w collage’u. Już pierwszego dnia poznaje Westona – przystojnego, sławnego i bogatego chłopaka. Ich drogi przecinają się, są jak dwa pędzące pociągi, które nagle postanawiają się zderzyć z wielkim hukiem. Powstaje chaos, z którego wyłania się świetna historia o chorobie, miłości i nadziei, której płomień tli się aż do końca.

Nie potrafię określić, czy książkę mogę nazwać mianem lekkiej czy raczej ciężkiej. Prosty, zrozumiały styl autorki na pewno przemawiałby za tym pierwszym, tematyka raczej stawiałaby się po stronie przeciwnej. Jak więc mogę nazwać „Utratę” jednym słowem? Niesamowita.
Może nie perfekcja życia, a jego chaos sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Muszę przyznać, że od dawna miałam ochotę na tę książkę. Przymierzałam się do jej kupna długi, długi czas, jednak w jakiś sposób znajdowało się coś lepszego, co bardziej przyciągało wzrok i moje lepkie do książek łapki. Dlatego też powinnam dziękować na kolanach Sopotece, do której zawitałam podczas pobytu nad morzem tydzień temu. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo cieszyłam się na widok tej pięknej okładki z takim przystojniakiem. Przygarnęłam ją na jakiś czas. Nie żałowałam tej decyzji nawet przez chwilę.
Kiersten jest typem bohaterki, którą lubię. Zrozumiałam jej depresję po śmierci rodziców, pokochałam napisaną przez nią listę, nie miałam nic przeciwko jej zachowaniu. Jednak moim sercem – i zapewne nie tylko moim – zawładnął Weston. Tak dojrzały mimo młodego wieku. Wojownik. Nie chce zostawiać innych, ale jednocześnie ma świadomość, że musi to zrobić. Mam ochotę krzyczeć o tym, jaki to jest wspaniały. Może to tylko coś w stylu zauroczenia czy euforii napalonej nastolatki, jednak… chciałabym go wyściskać. Choćbym miała łamać żebra i miażdżyć klatkę piersiową – ach, tę wspaniałą klatkę piersiową z ośmiopakiem – przytulałabym.
Jednak oprócz niego jest jeszcze jeden osobnik, który niesamowicie przypadł mi do gustu – Gabe. Niby tylko postać drugoplanowa, a jednak z ciekawą historią i dobrym charakterkiem. Jego też bym przytulała. Po chwili przeszukiwania Internetu okazuje się, że druga część serii opowiada właśnie o nim. O matko. Płonę niczym ognisko, bo lepszego porównania nie mogę teraz znaleźć. Po prostu… brak słów. Książek mało czyta, to i słownictwo ubogie, dokładnie.
Słabość to tylko ból, który opuszcza nasze ciało.
Co zachwyciło mnie w książce?
Całość. Lista Kiersten, a w niej między innymi pływanie nago w basenie, całowanie przystojniaka, czytanie „Dumy i uprzedzenia”. Weston i jego ośmiopak walka. Jego rozumowanie i słowa, które wychodziły z jego ust. To, że nie pozwolił tej wewnętrznej bombie wybuchnąć i miał odwagę na nowe rzeczy, które mogłyby mu pomóc. Gabe, którego historia intryguje, a postać przyciąga do siebie jak magnes szpilki. Styl. Tematyka. To, że miłość nie wylewała się brzegami, a finał był niczym wisienka na torcie.
Gdzie mogłam znaleźć wady?
Nigdzie. Nie znalazłam wad. Zakończenie jak najbardziej mnie usatysfakcjonowało, podobnie jak styl autorki i pomysł, który ujęła w genialną historię. Wielki ukłon w stronę Rachel Van Dyken za tak cudownie napisaną książkę.
Co zyskałam dzięki lekturze "Utraty"?
Westona, którego będę chować głęboko w moim sercu i masę świetnych cytatów, które uwielbiam. Świadomość, że zawsze warto szukać nadziei, a chowanie się w dołku nie pomaga. Albowiem człowiek jest niczym balonik – wybuchnie, jeśli będzie wszystko trzymał głęboko w sobie, nie wypuszczając tego na zewnątrz. Nie wytrzyma w końcu ilości problemów, jakie go przytłaczają. Wystarczy wtedy sekunda, aby z balonika zostały strzępy i wspomnienia.

Życie nie jest sprawiedliwe, ale to, jak je przeżyjemy - to właśnie jest cudowne. To dar.

Podsumowując:
„Utrata” Rachel Van Dyken jest świetną książką o miłości i chorobie, którą naprawdę warto przeczytać. Genialne cytaty i bohaterowie tylko przekonują do lektury, podobnie jak sam pomysł na powieść i jej wykonanie.
  

Moja ocena:


Książki należące do trylogii Zatraceni:
 Utrata ✦ Wstyd ✦ Toxic 

Książka bierze udział w wyzwaniu Przeczytam 52 książki w 2016 roku!



20 komentarzy :

  1. Sama muszę w końcu upolować tą serię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi ciekawie :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszamy do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka mi się podobała i muszę zaopatrzyć się w drugi tom :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cały czas mam zamiar zabrać się za tę książkę, może w końcu to uczynię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już dawno miałam zamiar przeczytać tą książkę, jednak brakowało mi czasu. Mam nadzieję, że gdy już uporam się z rosnącym stosem, sięgnę po tą pozycję ;)

    Pozdrawiam!
    http://myfantasticbooksworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Seria wydaje się świetna! Ostatnio recenzujesz same świetne książki, do których na maksa mnie ciągnie :D
    Buziaki!
    skrytaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałem bardzo dużo pozytywnych opinii o tej książce, ale jeszcze nie czytałem :)
    Ciekawa i zachęcająca recenzja! :)

    mlwdragon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Cała seria jest już za mną i najbardziej podobał mi się pierwszy tom :D Chociaż dalsze części są również bardzo dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobno nie powinno się oceniać książki po okładce - w tym przypadku na pewno po książkę bym nie sięgnęła, okładka jest tragiczna ;) ale Twoja recenzja mnie zachęciła więc będę miała lekturę tej książki na uwadze

    OdpowiedzUsuń
  10. Cały czas byłam przekonana, że będzie to kolejny płytki romans, jak się okazało, (na szczęście) się pomyliłam. Bardzo mnie zachęciłaś do tej książki i już nie mogę się doczekać, aż dostanę ją w swoje łapki ^^
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam już tyle pozytywnych opinii na temat tej książki, ale jakoś całkowicie nie mogę się do niej przekonać -,-

    OdpowiedzUsuń
  12. jak będę mieć okazję to na pewno przeczytam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Już od długiego czasu chcę sięgnąć po tę książkę. Jeśli nie ma w niej żadnych wad, to myślę, że mi również może się spodobać ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. "Utrata" już dawno wpadła mi w oczy. Była chyba do wygrania na jakiejś stronie, potem zobaczyłam ją w Empiku, potem w jakiejś księgarni...
    Ta książka mnie prześladuje, chociaż nie chce się do tego przyznać. Chodzi za mną od księgarni do księgarni, ale nie jestem pewna, czy chcę wydawać pieniądze na coś takiego.
    Kompletnie nie mój gust. Jeśli kiedyś przeczytam, na pewno nie będzie to w wersji papierowej.
    Pozdrawiam,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  15. O jak dobrze, że mi o niej przypomniałaś. Bardzo chciałam ją przeczytać po fali pozytywnych komentarzy w blogosferze! Muszę jak najszybciej po nią sięgnąć, bo temat choroby i miłości mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo podobała mi się ta książka, trochę mi smutno, że nie wydano u nas dodatku do niej. Do ostatniej chwili nie wiedziałam co się stanie ;)
    Buziaki :*
    Książkowy duet

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś zaczynała to czytać ale zrezygnowałam. Lubie takie historie ale ta mnie przerastała ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo fajna książka, jednak Utrata jest tą częścią w której czegoś mi zabrakło. Pokochałam Toxic, który jest piękny, ta miłość aż po grób, ta muzyka nowo piękne ;)
    Pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przybycie w moje skromne progi.
Mam nadzieję, że oferowana przeze mnie treść przypadła Państwu do gustu. Będę przeszczęśliwa, kiedy zostanę nagrodzona komentarzami. To tak niewiele, a potrafi sprawić radość!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka