wtorek, 15 grudnia 2015

Co, jeśli oczami #Ivy

Autor: Rebecca Donovan
Tytuł: „Co, jeśli...”
Oryginalny tytuł: „What if”
Przekład: Andrzej Goździkowski
Wydawnictwo: Feeria young
Ilość stron: 400

Z przyjaźniami zawartymi między ludźmi w dzieciństwie bywa różnie, co każdy z nas wie. Jedne bywają tak silne, że wspieramy się w każdej sytuacji życiowej i nie potrafimy sobie wyobrazić naszej przyszłości bez tej drugiej osoby. Razem przeżywamy swoje sukcesy i opłakujemy porażki, pocieszając się. Niestety zdarza się także tak, że kontakt między nami a przyjaciółmi zostaje niespodziewanie urwany i każda próba przywrócenia go kończy się fiaskiem. Przyczyny tej rozłąki bywają różne: przeprowadzka, poważna kłótnia, a nawet zwykłe niedopowiedzenie zamienione w lata ciszy.
Cal miał wyśmienitą paczkę przyjaciół, w skład której wchodziły Rae, Richelle oraz Nicole. Razem spędzili wiele wspaniałych godzin na zabawie, zapominając o codziennych troskach. Chłopiec traktował każdą z przyjaciółek tak samo, żadnej z nich nie faworyzował, jednak to właśnie Nicole najbardziej go intrygowała. Nie umiał zrozumieć jej dziwnych zachowań, lecz nauczył się je akceptować.
Lata mijały, a z grupki utworzonej w dzieciństwie ostali się jedynie Rae i Cal. Richelle, z niewiadomych przyczyn, z dnia na dzień wyprowadziła się, a Nicole porzuciła ich na rzecz najpopularniejszej ekipy w liceum. Chłopak nie może zapomnieć o swoim dawnym obiekcie zainteresowań i bardzo często szuka sposobu, aby nawiązać z dziewczyną kontakt, ale na próżno. I bardzo żałuje swych nieudanych podejść w chwili, gdy odkrywa, że Nicole zniknęła. Jej nowi „przyjaciele” nie wiedzą, gdzie mogła się udać, a nawet ich to nie interesuje.
Cal przeżywa szok, kiedy pewnego dnia staje oko w oko z Nicole, jednak potęguje go fakt, że dziewczyna przedstawia się jako Nyelle. Wygląda zupełnie jak jego przyjaciółka z dzieciństwa, lecz różnią się zachowaniem. Nowo poznana przedstawicielka płci pięknej zaskakuje swoimi pomysłami i zaraża swoim optymistycznym podejściem do życia, kiedy jej zaginiony klon należał do osób bojaźliwych oraz nieśmiałych. Świeżo upieczony student jest zafascynowany znajomą i postanawia ją poznać bliżej.
Kim tak naprawdę jest Nyelle? Co takiego skrywa w sobie to radosne dziewczę? Czy Cal rozgryzie nową znajomą? A jeżeli tak – to czy prawda mu się spodoba?
Bo trzeba pamiętać: najgłośniej śmieją się ci, którzy w samotności płaczą po cichu.


Wiele razy obiecałam sobie, że swoją przygodę z twórczością Donovan zacznę od jej trylogii Oddechy. Pisałam o tym praktycznie wszędzie, ale ten plan poszedł w odstawkę, kiedy uzyskałam możliwość przeczytać „Co, jeśli...”. Z niecierpliwością wyglądałam listonoszki, a gdy książka trafiła w moje ręce już nie mogłam doczekać się jej lektury. Niestety musiała swoje odczekać, a gdy przyszła kolej na nią, to... zaraz wszystko opowiem.


Wyrzuty sumienia to przebiegłe bestie. Ranią głęboko, a kiedy rana już się zabliźnia, posypują ją solą.”

Wraz z pierwszym rozdziałem przenosimy się do małej mieściny, jaką jest Crenshaw. To właśnie tam Cal rozpoczął studia i aktualnie zażywa atrakcji związanych ze swoim nowym statusem społecznym. Nieco obawiałam się, że wszystko będzie się kręcić wokół imprez, gdzie alkohol leje się strumieniami, a ludzie pokazują tę niezbyt przyjemną twarz, jednak pojawienie się Nyelle wszystko zmieniło. Dziewczyna nakręcała lawinę szalonych zdarzeń, co rozruszało głównego bohatera. Ta dwójka bywała praktycznie wszędzie, dostarczając mi wiele wrażeń. Bawiono się moimi uczuciami, co powodowało niezrozumiałe przez moją mamę ataki śmiechu, niekontrolowane obgryzanie paznokci (a raczej paznokcia kciuka, ale to już nieważne). Bywały także chwile, gdy słowa bohaterów trafiały w moje serce i czułam się tak, jakby ktoś mówił je w moim kierunku.
Muszę także wspomnieć o retrospekcjach zdarzeń, bo one także miały tutaj znaczącą rolę. To właśnie one powoli odpowiadały nam na zadawane wcześniej pytania i rozwiązywały wiele kwestii. Może wiele osób nie lubi tego typu zabiegów, ale w „Co, jeśli...” były one obowiązkowe i – moim zdaniem – w tej książce będziecie do nich nastawienie nieco pozytywniej.
Z początku nie umiałam przekonać się do Cala. Udało mu się przekupić moją osobę dopiero po kilku rozdziałach, lecz nadal odnosiłam wrażenie, że jest taką ciepłą kluchą, która za wiele rozpamiętuje. Dopiero Nyelle pokazała mu możliwość ucieczki od rutyny, czemu przyklasnęłam. Dziewczyna zmieniła jego podejście do świata. Wprowadziła w jego życie zasadę carpe diem, sama z niej korzystając. Główny bohater poddawał się jej zabiegom z czystej ciekawości, korzystając z możliwości odkrycia całej prawdy o Nyelle. Z początku szło mu topornie i widziałam, jak robiąc jeden krok do przodu automatycznie robił dziesięć kroków wstecz. Powoli zdobywali swoje zaufanie, a cierpliwość została wynagrodzona. Tylko czy Cal dostał to, czego chciał? Czy Nyelle otworzyła się przed nim tak, jak on tego chciał? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce.
Nie byłabym sobą, gdybym nie nakreśliła paru słów o postaciach pobocznych. Nie będę pisać kilkostronicowego wywodu na ich temat, bo pragnę jedynie wspomnieć o Rae – dziewczynie, która pozostała przy Calu do końca. Buntowniczka spełniająca swoje pasje i wspierająca przyjaciela w każdej sytuacji. Taka osoba to największy skarb! Tylko mam jedno ale... czemu w kilku retrospekcjach ta dziewczyna umie jedynie pokazać swoją niechęć do kogoś poprzez... pokazanie środkowego palca? Czyżby Rae nie umiała przyswoić innych form komunikacji międzyludzkich?
Teraz napiszę nieco tajemniczo, jednak gdybym tego nie poruszyła, to zapewne biłabym się później z myślami i byłoby krucho. Nie mogę za wiele zdradzić, bo popsułabym lekturę, ale jeżeli powiem wam, że „Co, jeśli...” to mieszanka cukru i pieprzu, gdzie tego pierwszego jest nieco więcej i czytelnicze kubki smakowe proszą o litość, to nie ujawniam zbyt dużo? Pewnie w tym momencie nad waszymi głowami widnieje wyobrażony znak zapytania, ale naprawdę nie wiedziałam, jak inaczej o tym napisać. Wybaczycie mi?

Niebo pełne możliwości i bólu. Przecież to sprzeczność. Chyba, że możliwości zawsze więcej niosą ze sobą cierpienie...”

Rebecca Donovan posługuje się prostym i zrozumiałym językiem dostosowanym do nastoletniej grupy czytelników. Autorka, zaprawiona w swoje pióro, bawi się opisami, kolorując rzeczywistość swoją wyobraźnią. Jednak nie można zapominać o przesłaniu, jaką niesie ta książka. „Co, jeśli...” pokazuje, że chore ambicje rodziców potrafią wyrządzić wiele szkód w życiu dziecka, co może znacznie odbić się na jego późniejszym życiu. Zasiane ziarenko strachu kiełkuje, przez co boimy się wykonać jakikolwiek ruch, by nie odczuć zawodu.
Z serii „rozkminy bluszczyny”: W notatce od autorki jest informacja, że po przeczytaniu książki i odkryciu prawdy warto sięgnąć po ten tytuł raz jeszcze. Wtedy będziemy inaczej odbierać niektóre kwestie. Postaram się to kiedyś zrobić.

Podsumowując:
Co, jeśli...” to książka, która wprowadzi w nasze życie nieco zamętu i nie pozwoli na ogarnięcie go przed wyznaczonym czasem. Nietuzinkowi bohaterowie, ciekawie skonstruowana fabuła, narastająca ciekawość względem tajemnicy zawartej w rozdziałach... Czego chcieć więcej? Owszem – zdarzają się potknięcia, jednak po obdarciu kolan człowiek nadal normalnie funkcjonuje. Rany nieco szczypią, dają o sobie znać, ale życie toczy się dalej. Po prostu nie wolno się poddawać i dać tej powieści szansę. Ona jest tego warta!

Moja ocena:
Recenzja została zamieszczona na:


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

14 komentarzy :

  1. Chętnie do niej zajrzę :) Zachęcająca recenzja i cudowne cytaty.
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i nie powiem - bardzo ciekawa pozycja dla młodzieży.
    Polecam się jej przyjrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęciłaś mnie recenzją do lektury :) Możesz dorzucić do stosiku.
    Choć nadmiar cukru może mi zaszkodzić, ostatnio mocno go ograniczam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Intrygująca recenzja ;) postaram się po nią sięgnąć w wolnej chwili :) na razie zapisana na liście oczekującej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Według mnie "Co jeśli..." jest lepszą książką od serii "Oddechy" więc dobrze, że zaczęłaś akurat od niej ;) "Oddechy" - głównie pierwszy tom działał mi na nerwy zachowaniem głównej bohaterki. Pozdrawiam serdecznie :)
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę mam w swoich czytelniczych planach na najbliższy rok ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. DObrze wiesz, że to nie moje podwórko ;) Ale nawet jak czytam o książce, któa gatunkowo mi nie pasuje, staram się uchwycić coś, co mnie zainteresuje i tutaj tego kompletnie nie widzę. Czasem zdarzają się fajne cytaty i tym razem nie zostałam usatysfakcjonowana na tym polu, więc jakoś nie rozumiem popularności tej autorki, a przez pewien okres czasu wszędzie było pełno jej książek. Myślę, że jeżeli spróbuję liznąć tego gatunu, z czystej, ludzkiej ciekawości i chęci dowiedzenia się o co chodzi, to nie sięgnę po żadną z książek Donovan.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawi mnie ta książka, jednak swoją przygodę z tą autorką chciałam zacząć od serii "Oddechy" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Narobiłaś mi smaka na tą książkę >u<
    Super recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę mam już u siebie w biblioteczce, jednak cały czas jakoś nie mogę znaleźć czasu na jej przeczytanie. Może w Święta uda mi się za nią zabrać :)
    A kursor śnieżynka jest wspaniały :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Kompletnie nie miałam pojęcia o istnieniu tego tytułu, a czytając opis fabuły wiem, że z pewnością chciałabym przeczytać „Co, jeśli...”. Przyjaźń potrafi rozlecieć się w minutę, dlatego tak ważna jest jej pielęgnacja, zastanawia mnie wątek Nyelle, jestem ciekawa kim jest ta dziewczyna. Z chęcią przeczytam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że swoją przygodę z panią Donovan mimo wszystko zacznę od "Oddechów", bo obiecałam to sobie już wiele razy.
    "Co jeśli..." zapowiada się cudownie, jednak co się odwlecze, to nie uciecze i na pewno przeczytam ją w bardzo bliskiej przyszłości.
    Pozdrawiam gorąco,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo ciekawa recenzja była mi potrzebna by wreszcie wziąć się za tę książkę pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przybycie w moje skromne progi.
Mam nadzieję, że oferowana przeze mnie treść przypadła Państwu do gustu. Będę przeszczęśliwa, kiedy zostanę nagrodzona komentarzami. To tak niewiele, a potrafi sprawić radość!

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.