niedziela, 27 listopada 2016

[Book Tour] Ulica Szalonej Rzeki oczami Królika

Autor: Joy Fielding
Tytuł: Ulica Szalonej Rzeki
Oryginalny tytuł: Mad River Road
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 398

Właśnie złamano ci serce. Postanawiasz uleczyć je alkoholem z miejscowego baru – w końcu to najlepszy sposób na zepsuty dzień!
Poznajesz faceta. Mądry, przystojny, błyskotliwy. Po prostu ideał. Zapraszasz go do domu, zaczyna między wami iskrzyć. Namawia cię do porzucenia swojego obecnego życia. Zostawienia w tyle pracy, której nienawidzisz, rodziny, która cały czas tylko cię upomina. Chce wyjechać z tobą w podróż. Zwiedzić Amerykę.
Zwariowane, prawda? Ale z drugiej strony... co złego jest w ucieczce od problemu prosto w objęcia przystojnego faceta? Jamie przystała na taką propozycję. Dlaczego miałaby wciąż dusić się w swoim małym, toksycznym światku?
Właśnie tak zgodziła się jednocześnie na coś więcej, coś, czego potem będzie żałować. Coś, co połączy jej los z Emmą i Lily, samotnymi matkami. Czy wyniknie z tego coś dobrego? Jak te kobiety poradzą sobie ze swoimi problemami?
[Ulicę Szalonej Rzeki] miałam okazję przeczytać dzięki Booktour'owi Karoliny z bloga Biblioteczka na poddaszu. Zachęcił mnie do tego opis z tyłu książki. Zazwyczaj zwracam też uwagę na okładkę – w końcu mimo wszystko reprezentuje ona treść książki, ale tutaj postanowiłam z tego zrezygnować. Głównie dlatego, że oprawa graficzna niezbyt mi się spodobała. Mimo wszystko postanowiłam dać Joy Fielding szansę. Czy skończyło się to rozczarowaniem?

Powieść rozpoczyna się spokojnymi opisami, które powoli wciągają czytelnika w akcję. Potem następuje niewielki element zaskoczenia, robi się ciekawie, nie wiemy, czego spodziewać się dalej. A wtedy kończy się prolog i przechodzimy do właściwej fabuły. Tutaj zdecydowanie mamy do czynienia ze spokojniejszymi, bardziej przeciętnymi wydarzeniami, które raczej nas nie zaskoczą. Pojawia się parę przykrych przypadków, poznajemy bliżej Jamie. Prawdziwa akcja zaczyna się, kiedy poznaje ona Brada.
Zacznijmy może od bohaterów, bo mamy ich tutaj dość sporo – aż cztery postacie pierwszoplanowe! Jak poradziła sobie z nimi autorka? Zapewne sądzicie, że zaniedbała którąś z nich, że nie dopracowała jej tak, jak powinna. Tymczasem prawda jest całkowicie inna. Dla Joy Fielding należą się wielkie brawa zwłaszcza za różnorodność osób, jakie wykreowała w swojej powieści. Ale po kolei.
Jamie nie przypadła mi do gustu. Jej naiwność i lekkomyślność irytowały. Z jednej strony byłabym w stanie ją zrozumieć, ale z drugiej… po prostu nie mogę pojąć jej postępowania. Bądź co bądź ciekawie było czytać o bohaterce, która jest mocno nieidealna, a przez to bardziej ludzka.
Emma jest nałogową kłamczuchą i złodziejką, a sceny z nią mimo wszystko bardzo mi się podobały. Szczególnie motyw jej złych cech. Jest to ciekawy wątek, który dodaje całej powieści dobrego smaku. Czasem irytowała mnie swoim zachowaniem, ale… to przecież nic złego. Przecież z normalnymi ludźmi też tak jest.
Lily jest chyba najlepszą osobą z całego kobiecego trio. Miła, urocza, opiekuńcza. Można by rzec, że ideał. A jednak ma swoją mroczną przeszłość, ma parę sekretów, w niektórych sytuacjach skłoniła się do kłamstwa. Mimo wszystko lubię ją.
Na koniec pozostawiłam najlepsze – Brada. Dzięki niemu uświadomiłam sobie, jak dawno nie natrafiłam w książce na takiego bohatera. Nie zasługuje on na odwiedzenie rezydencji wszystkich moich fikcyjnych mężów (niedługo trzeba będzie ich przesiedlić), ale z pewnością go polubiłam za jego charakter! Nie chcę mówić zbyt dużo, żeby nie zdradzać fabuły. Sami będziecie musieli sprawdzić, dlaczego Brad jest tak świetnym bohaterem.
Jeśli chodzi o styl Joy Fielding, moim zdaniem jest on po prostu dobry. Nie mam raczej pola do popisu, jeśli chodzi o zachwalanie cudownych opisów czy dialogów. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że książkę czyta się przyjemnie. Wnioskuję, że niektórzy byliby w stanie pochłonąć ją w krótkim czasie, u mnie jednak tak nie było z różnych powodów.
W całej powieści znajdziemy parę zwrotów akcji, których można by się nie spodziewać. Osobiście muszę przyznać, że byłam szczerze zaskoczona jednym z wydarzeń, które miały tu miejsce. Ponadto nie jestem pewna, czy to ja zamieszałam coś w historii podczas czytania, czy też był to celowy zabieg autorki, ale jedna rzecz po prostu wbiła mnie w siedzenie.
Sam pomysł na powieść jest dobry, nawet jeśli historia o przeplatających się przypadkowo losach brzmi nieco przereklamowana. Na pewno warto dać jej szansę i przekonać się na własnym umyśle, czy Joy Fielding rzeczywiście jest „niekwestionowaną mistrzynią suspensu”, jak głosi napis z tyłu okładki.
Kto z was odważy się zamieszkać na ulicy Szalonej Rzeki i poczuć, co takiego przydarzyło się naszemu kobiecemu trio? A może wolicie pozostać świadkami, patrząc tylko na rozwijającą się akcję? Wybór należy do was!

Podsumowując:
[Ulica Szalonej Rzeki] to idealna lektura dla miłośników dobrej książki na wieczór, którzy oczekują zaskakujących zwrotów akcji i niezbyt ciężkiej, ale też nie do końca lekkiej tematyki. Nawet jeśli nie zachęca was opis z tyłu czy też okładka, warto dać temu tytułowi szansę.

Moja ocena: 

3 komentarze :

  1. Nie wiem czy się skusze. Mam jakoś mieszane odczucia względem tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, chyba to nie są moje klimaty. Raczej sobie odpuszczę, zbyt dużo i tak mam już książek do nadrobienia. ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaskakujące zwroty akcji brzmią zachęcająco ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przybycie w moje skromne progi.
Mam nadzieję, że oferowana przeze mnie treść przypadła Państwu do gustu. Będę przeszczęśliwa, kiedy zostanę nagrodzona komentarzami. To tak niewiele, a potrafi sprawić radość!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka