wtorek, 13 czerwca 2017

Zatopić „Niezatapialną” oczami Aleksandry

Autor: Anna Hrycyszyn
Tytuł: Zatopić „Niezatapialną”
Wydawnictwo: Genius Creations
Ilość stron: 382

Czasami niegrzeczne dzieci przypominają mi lądowych piratów, a to za sprawą swoich złośliwych występków. Nieraz udało mi się zobaczyć, jak skradały się do piaskownic tylko po to, aby zabrać zalegające w piasku zabawki. Nie w celach zabawy. Ich zadaniem było je ukraść, a sprzeciwiających się właścicieli zwyzywać lub poszarpać. Wtedy do akcji wkraczali niezadowoleni rodzice i cała akcja kończyła się fiaskiem.
A teraz wyobraźcie sobie te same dzieci, ale na prawdziwym pirackim statku, niekontrolowane przez nikogo.
Kraina Tysiąca Jezior i Rzek od zawsze przyjmowała w swoje progi nie tylko handlarzy, ale również morskich rozbójników, czyhających na towar transportowany przez tych pierwszych. Bywali lepsi i gorsi, ale Jollienesse Rożnowski i jej ekipa płynąca na „Niezatapialnej” stała się wręcz legendą w Palude. Wszystko za sprawą swych udanych rozbojów. I chociaż działali oni wbrew prawu, to jakimś cudem zdołali podbić serca prostego ludu.
Władza nie mogła dłużej tolerować destrukcyjnej działalności piratów. Postanowiono pilniej przestrzegać praw, wprowadzając przy tym drastyczne zmiany, mające na celu zastraszenie rzezimieszków. Jednak piraci nie zamierzali zaprzestać swoich grabieży, uparcie ignorując zbliżający się wielkimi krokami koniec ich szaleństw.
Za „Niezatapialną” ruszył w pogoń sam kapitan Feliks Ucelli, który posiadał na swoim koncie wiele zasług dla władz Palude. Mężczyzna nie wyobrażał sobie, aby jego jednostka nie była w stanie pochwycić pani kapitan Rożnowski. Dzielnie podążał za świadomą ogona Nes, mającą w zanadrzu plan awaryjny.
Czy zabawa w kotka i myszkę znalazła jakieś zakończenie? A może „Niezatapialna” okazała się nieuchwytna, przez co Feliks Ucelli musiał obejść się smakiem?
Zazwyczaj to woda bywa zdradziecka i nieprzewidywalna, ale czy ludzkie uczucia nie przebiły jej o głowę?

Pierwsze strony mnie męczyły, ale to nie za sprawą błędów. Przyczyniły się do tego opisy, które z początku przypominały mi arkusz egzaminu maturalnego z matematyki na poziomie rozszerzonym. Owszem, widywałam statki nie tylko na filmach, nawet raz jednym płynęłam, ale to było za czasów, kiedy nie patrzyło się na pokład, a na oddalający się ląd. Czułam po prostu znużenie przy opisach standardowych czynności, jakie zachodziły na „Niezatapialnej” w chwili zagrożenia. Ta cała nerwowość załogi źle na mnie oddziaływała. Dopiero, gdy akcja przeniosła się na suche tereny i dobrnęła do elementu fabuły nadającego smaczku historii, uznałam, że ta książka jednak ma szansę podbić moje serce. I biorąc pod uwagę ten właściwy wstęp opinii – miałam rację. Oczywiście nie wzniosę za to toastu, ale pozwolę sobie zakrzyknąć: Arr!
Przemierzając spokojne oraz niestabilne wody z panią kapitan, czułam się jak piratka, prawie ochoczo kibicując każdej inicjatywie, z jaką wychodziła ona czy też jej świta. Prawie, ponieważ niektóre wybory były nad wyraz niebezpieczne i głupie. Ale to właśnie wszelkie upadki Nes, których byłam świadkiem, nie pozwalały mi krzyczeć o zakrzywieniu rzeczywistości. A tak autorka może spać spokojnie, ponieważ udało jej się uprawdopodobnić wydarzenia. Nawet motyw rewolucji wyszedł nader naturalnie. Wszelkie akty buntu w połączeniu z dzikim pościgiem Straży za załogą „Niezatapialnej” uzupełniały się wzajemnie, a ja chłonęłam to jak gąbka wodę, pragnąc kolejnej fali niespodziewanych zwrotów akcji, których także tutaj nie brakowało. Niekiedy tylko odczuwałam zmęczenie poczynaniami Nes, ale wtedy na ratunek przychodziły zdarzenia powiązane z innym bohaterem, co ratowało sytuację. Także zakończenie wydawało mi się nieco niepasujące do całej reszty, ale nie zamierzam za nie wybatożyć pani Anny Hrycyszyn rzepą. Poczułam po nim lekki niedosyt, lecz czasami lepiej odczuwać głód, niżeli cierpieć z przejedzenia. No dobra… uzupełniłam sobie te braki, kiedy gryzłam paznokcie z poddenerwowania. Macie jakiś dobry patent, aby wyzbyć się tego brzydkiego nawyku?

Złe czasy, Nes. | – Bardzo złe, skoro nie można ufać tym, którzy mienią się być przyjaciółmi […]

Przez całą [Zatopić „Niezatapialną”] przewija się tak wielu bohaterów, że gdyby nie czuwający nade mną narrator, to naprawdę miałabym przechlapane. To właśnie on przedstawił mi najistotniejsze osoby, przez co mogłam je lepiej poznać. Chyba nikogo nie zdziwię, kiedy napiszę, że podziwiałam Nes za jej odwagę oraz upór w dążeniu do wyznaczonego celu. Także troska pani kapitan o załogę uświadomiła mnie, że pomimo niezbyt prestiżowego zawodu, kojarzącego się z odarciem z uczuć, ona jednak je posiadała, raz za razem to udowadniając.
No i niekiedy nie grzeszyła inteligencją, ale nadrabiała to czynami. Nawet sam Feliks Ucelli, wierny państwu i oddany swemu obowiązkowi chwytania przestępców, pokazał mi, że przy nim także nie mogę oceniać po pozorach. Może nieraz jego łatwowierność wytrącała mnie z równowagi, ale w jakiś sposób mnie też rozczulała i naprawdę nie dziwię się Nes, że czuła do niego coś w rodzaju słabości. Ja sama chętnie uświadomiłabym go, że świat wcale nie jest taki kolorowy, jak mu się wydaje. Znowu uderzam na suche lądy, znaczy się uderzam w prywatne grunty… Może pozwólcie, że przejdę dalej?
Nie mogę zapominać o pozostałych bohaterach, bo przecież oni również tworzyli [Zatopić „Niezatapialną”]. Przez karty powieści przetoczyło się wiele przyjaznych dusz dobrowolnie podających pomocną dłoń, ale nie obyło się też bez antagonistów, którzy pozornie przypominali aniołków. Po prostu istna mieszanka charakterów, działająca niczym przyprawy w kuchni. Naprawdę nie wyobrażam sobie, aby zabrakło rozczulającego dbałością o pełne żołądki załogi „Niezatapialnej” v’Ankary czy też Xandre’a, którego do samego końca nie wiedziałam, po której stronie barykady umiejscowić. Nikt nie był idealny, ale to im tylko dodawało uroku.
Chociaż sposób prowadzenia narracji oraz zastosowanie czasu przeszłego nie są mi nieznane, to przyzwyczajona do tego, że to główny bohater przedstawia wyimaginowany świat, musiałam przekierować swój umysł na właściwe tory. Dlatego też mogę napisać, że Anna Hrycyszyn zachwyciła mnie swoją kreatywnością, lecz zatrzymam się przy opisach. Nie chcę od razu narzucać, że są one złe i odrzucające, ale niekiedy brakowało mi dalszej części wypowiedzi, jakiegoś uzupełnienia myśli narratora. Raz sprawował się bez zarzutów, by za pierwszym zakrętem wybrać drogę na skróty. Oczywiście nie pragnę kilometrowych zwierzeń o czyichś problemach natury gastrycznej, czy rozpływania nad urodą jakiejś damy, ale karmienie czytelnika piaskiem pomiędzy wykwintnymi daniami źle oddziałuje na żołądek. Ale jako że to debiut, to nie będę szykować szczoteczki do zębów i kubła wody do szorowania pokładu „Niezatapialnej”. Nie jestem aż tak okrutna!

Podsumowując:
Chociaż rejs „Niezatapialną” oraz piesze wędrówki po świecie wykreowanym przez autorkę miewały wzloty i upadki, to muszę przyznać, że nie żałuję decyzji o przeczytaniu tej książki. Może pani Anna Hrycyszyn musi jeszcze nieco popracować nad warsztatem, ale już teraz gwarantuje nam smaczną ucztę czytelniczą, przy której nie trudno o szybsze bicie serca. Dlatego też każdy szczur lądowy powinien poczuć wiatr we włosach i dać się ponieść historii Jollienesse Rożnowski, nie zapominając o opakowaniu Aviomarinu. Tak na wszelki wypadek. 

Moja ocena:
Recenzja została zamieszczona na:

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Genius Creations oraz portalowi Polacy nie gęsi!
Książka ma zaszczyt brania udziału w wyzwaniu Przeczytam 52 książki w 2017 roku!

8 komentarzy :

  1. O, widzę że recenzja również zawitała na blogu! To super!
    Okładka jakoś nie zachęca do sięgnięcia po książkę, ale skoro tak chwalisz wnętrze, pomijając te niewielkie wady, jestem w stanie uwierzyć że jednak jest warta zainteresowania. Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, zacumowała również na Bluszczu, ale zanim to zrobiła, otrzymała z góry pozwolenie na wypłynięcie z pewnego portu... ;)
      Jak dla mnie jedynym minusem tej okładki jest czcionka, bo pozostałe aspekty - jak dla mnie - są wyśmienite! Ale cieszę się, że chcesz dać tej książce szansę. :)

      Usuń
  2. Sama fabuła wydaję się być bardzo interesująca, więc mogę chyba przymknąć oko na te minusy i zakrzyknąć - "AHOJ PRZYGODO!"

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam motyw piratów w ksążkach i filmach i już samo to bardzo zachęca mnie do tej powieści! A skoro jest tak dobra to zdecydowanie ląduje na mojej liście do przeczytania :D

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z tobą. Również świetnie się przy niej bawiłam, choć zabrakło mi kilku elementów albo jakiegoś dopracowania niektórych wątków. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może w przyszłości się zapoznam z tą pozycją, ale na teraz mam za dużo innych książek ;).

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś nie czuje przyciągania do tej pozycji, niestety ani za pomocą okładki, ani też fabuły. Na razie podziękuje, ale jak wiadomo kobieta zmienną jest, więc kto wie, może kiedyś :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. W sumie to tak na prawdę nic nie słyszałam o tej książce i o tej autorce, ale też raczej książka nie dla mnie. Będę chyba polecała swoim koleżanką, Masz bardzo fajny blog, pozdrawiam, zostaje tutaj na dłużej i zapraszam do siebie, dzisiaj nowy post: http://gosiaandbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przybycie w moje skromne progi.
Mam nadzieję, że oferowana przeze mnie treść przypadła Państwu do gustu. Będę przeszczęśliwa, kiedy zostanę nagrodzona komentarzami. To tak niewiele, a potrafi sprawić radość!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka