piątek, 24 lipca 2015

Tango z rudzielcem oczami #Ivy

Autor: Andrzej Syska-Szafrański
Tytuł: „Tango z rudzielcem”
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 222

Ile razy dziennie macie wrażenie, że otaczający was świat ma w sobie, prócz uprzykrzającej się rutyny, coś szalonego? Jak często myślicie stereotypowo o ludziach mijanych na ulicy, w sklepie czy w przychodni? Gdyby wasze życie mogło się zmienić diametralnie o sto osiemdziesiąt stopni, to czy chwycilibyście się możliwości, a może tak naprawdę byście jej nie zauważyli?
Leon Karaś nie musi się wstydzić swojego życia. Jest sumiennym i przykładnym pracownikiem Urzędu Pracy, jak każdy właściciel samochodu ma z nim wiecznie sporo problemów, ciągając swoje dziecko po warsztatach. Mężczyzna nie może także narzekać na sferę uczuciową, bo odkąd poznał Monikę, wierzy w to, iż lada dzień ustalą wspólnie datę ślubu i będą mogli żyć długo i szczęśliwie.
Wszystko się zmienia, kiedy na ulicy zaczepia go dziwny gość, ofiarowując mu swoją wizytówkę. Leon wrzuca ją do swojej teczki, kompletnie o niej zapominając. Pan Karaś nie mógł jednak przewidzieć, iż to niecodzienne spotkanie zapoczątkuje u niego niezrozumiałe pragnienie zatańczenie tanga. Można zapytać: I co z tego, że zachciało mu się tańczyć tango? Każdy ma prawo robić co chce! Tylko co ma zrobić Leon, jeżeli on chce zatańczyć to tango z... nagim, rudobrodym mężczyzna?
Czy ten szalony kaprys się ziści? A może to jedynie wstęp do zmian, jakie mają zajść w poukładanym życiu pana Karasia? I czy Leon jest gotowy na to wszystko? A może to tango tak naprawdę ma inne znaczenie? Jedno jest pewne – jeżeli weźmiesz udział w tym życiowym eksperymencie, to już nic nie będzie takie jak wcześniej.

Kiedyś przeczytałam recenzję tej książki u jednej z blogerek i stwierdziłam, że warto zapoznać się z tą szaloną historią. Okazja nadarzyła się parę tygodni później, jednak niezbyt prędko sięgnęłam po świeżą lekturę. Miałam sporo spraw na głowie, a także inne tytuły przyciągały mnie mocniej do siebie. Nadeszła jednak godzina zero i zabrałam się za „Tango z rudzielcem”. Po skończonej lekturze musiałam nieco ochłonąć, by podzielić się z wami swoimi przemyśleniami. Tylko czy miałam sporo czasu, by wszystko ułożyć w głowie i w końcu stanąć po którejś ze stron?

poniedziałek, 20 lipca 2015

Ogień i woda oczami #Ivy

Autor: Victoria Scott
Tytuł: „Ogień i woda”
Oryginalny tytuł: „Fire and Flood”
Seria: „Ogień i woda”
Tom: I
Przekład: Marzena Dziewońska
Wydawnictwo: IUVI
Ilość stron: 368

Czasami tak bywa, iż nie mamy najlepszych kontaktów z rodziną. Twierdzimy, że z familią to się najlepiej wychodzi na zdjęciu, a jeszcze dobrze stanąć z boku, by w razie czego móc się wyciąć. Jednak takie chwile szybko mijają, gdy dochodzi do tragedii. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego to akurat nas musi dotyczyć. Pragniemy zrobić wszystko, by pomóc zwalczyć przeciwności losu. Tylko czy bylibyśmy w stanie poświęcić w tym celu... własne życie?
Tella Holloway ma za złe rodzicom, że musieli się przeprowadzić. Dziewczyna musi porzucić swoje poukładane, na pozór, życie i zamieszkać w miejscu, które sprawia wrażenie mocno zacofanego. Tella jednak rozumie, iż ta samotnia to tak naprawdę azyl, gdzie jej ciężko chory brat, Cody, może odpocząć od zgiełku dużego miasta. W ten sposób ich rodzice pragną zrekompensować fakt, iż lekarze nie potrafią zdiagnozować przyczyny jego złego samopoczucia. Rodzina czuje się bezsilna, ale do pewnego czasu...
Kiedy Tella natrafia na tajemniczą wiadomość na początku uznaje to za zwykły dowcip, lecz z godziny na godzinę coraz częściej myśli o tym, że musi dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego zadania. Każda kolejna instrukcja wprowadza dziewczynę w tajniki Piekielnego Wyścigu, uświadamiając ją, iż robi się coraz poważniej. Tella postanawia zaryzykować i wziąć udział w tym wyzwaniu. Liczy się dla niej jeden cel – wygranie lekarstwa dla brata. Nie zwraca już uwagi na grożące jej niebezpieczeństwo. Jest gotowa poświęcić swoje życie, byle tylko uratować Cody'ego.
Tylko czy da radę przetrwać cztery ciężkie etapy Piekielnego Wyścigu? Czy znajdzie sojuszników? A może przysporzy sobie jedynie wrogów? I czy w tej całej walce znajdzie się miejsce na... miłość?


Chyba kolejny raz muszę wspomnieć o tym, że mam fioła na punkcie dystopii i antyutopii. Wiem, powtarzam się, jednak ta miłość tkwi tak głęboko we mnie, że aż nie umiem się powstrzymać, żeby o niej nie wspominać.
Kiedy tylko nadarzyła się okazja, abym mogła pochwycić w swoje dłonie „Ogień i woda”, to nie wahałam się ani chwili. Czytałam już kilka opinii, które były pozytywne, dlatego też „napaliłam się” na ten tytuł. Jak sądzicie: książka podtrzymała żar czy jednak wylała na mnie kubeł zimnej wody?

czwartek, 2 lipca 2015

Bluszczowe podsumowanie czerwca

Czerwiec. Niby maturzyści mają już swoje wymarzone wakacje i mogą robić cokolwiek chcą, jednak spoglądając na ten miesiąc stwierdzam szczerze, iż więcej czasu przepuściłam, niżeli wykorzystałam go użytecznie. Możliwe, iż dopadł mnie instynkt leniwca (a zapewne tak było), dlatego też sama wybatożę się rzepą za ten haniebny czyn.
Przejdę jednak do tej części, która najbardziej nas interesuje, czyli podsumowanie czerwca.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka