czwartek, 23 czerwca 2016

Irena oczami #Ivy

Autor: Małgorzata Kalicińska oraz Basia Grabowska
Tytuł: Irena
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 416

Chyba każdy z nas przerabiał taki moment w życiu, kiedy rodzice rozpoczynali naszą naukę, która miała pomóc w dorosłym życiu. Prosili o odrabianie zadań domowych i przeglądanie notatek na następne lekcje, by przyswoić wiedzę i móc ją później wykorzystać. Starali się przekonać nas do porządków w swoim pokoju. W ten sposób chcieli nauczyć nas odkładania przedmiotów w wyznaczone miejsca, by później robić to samo z ważnymi dokumentami. Pomagali także odnaleźć nasze pasje. Zapisywali na przeróżne zajęcia, aby odkryć nasze przeznaczenie. Co z tego, że się przy tym wykosztowali, z nerwów stracili sporo włosów lub osiwieli albo śni im się wieczne powtarzanie tabliczki mnożenia? Dla nich były najważniejsze sukcesy swojej pociechy.
Jagoda robiła wszystko, aby móc zyskać w oczach swojej matki. Przy każdej drobnej czynności dwoiła się i troiła, żeby tylko było idealnie. Na próżno. Nawet teraz – jako dorosła kobieta – nie masz szans na usłyszenie jakiegokolwiek komplementu z jej ust. A mogłaby. Jagoda odnosi przecież sukcesy zawodowe. Jest ceniona w swoim zawodzie i wiele firm chętnie by ją wykradło do siebie. To jednak nie przekonuje jej mamy.
Dorota (bo tak właśnie nazywa się kobieta, która urodziła Jagodę) uważa, że jej córka została świadomą niewolnicą swojej korporacji. Zamiast tych lichych sukcesów w tej sferze wolałaby, aby jej córeczka wyszła za mąż. Problem jednak polega na tym, że nigdy nie dostrzegła przy boku swojej jedynaczki mężczyzny. A to źle wróży.
Wieczne konflikty między kobietami doprowadzają do ich rozłąki. Powód ich waśni wydaje się błahy, lecz wina tego sporu leży znacznie głębiej. Jagoda i Dorota skrywają przed sobą mroczne sekrety, których nie zamierzają sobie wzajemnie wyjawić. Kiedy pani bizneswoman próbuje odciąć się od własnej rodziny – wtedy do akcji wkracza „ciotka” Irena. Świeża wdowa ma już dość tej potwornej atmosfery i, raz na zawsze, zamierza ją przegonić.
Jakie sekrety skrywa ta niewinnie wyglądająca rodzina? Czy Irenie uda się pogodzić zwaśnione od wielu lat kobiety? A może wszystko zakończy się tragedią?
Bo czasami z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. I wtedy najlepiej stanąć z boku, by – w razie czego – móc się z niego wyciąć.



Od czasu do czasu sięgam po książki polskich autorów. Po prostu nie wypada wiecznie siedzieć w zagranicznej literaturze i promować obcobrzmiące nazwiska. Dlatego też sięgnęłam po [Irenę], którą zakupiłam za śmiesznie niską cenę podczas wyprzedaży w pewnej księgarni internetowej jakiś rok temu. Nieco obawiałam się lektury, bo rzadko kiedy karmię swój umysł obyczajówkami. Postanowiłam jednak nie poddać się tym głosikom namawiającym na odłożenie książki i rozpoczęłam nową przygodę. A jak ona wyglądała?

Felek mawiał, że pracuje się, aby żyć, a nie żyje, aby pracować.”

Przez pewien czas zastanawiałam się, czy aby na pewno dobrze czytam tę książkę. Nie mam na myśli tego, że mogłaby być ona odwrócona do góry nogami. Chodzi mi raczej o jeden aspekt: czas. Tutaj panuje jego istna mieszanka! W jednej chwili czytam o zdarzeniach w teraźniejszości, by chwilę później ktoś robił to samo, ale już opierając się o słowa dość mocno wskazujące na przeszłość. Przez ten zabieg byłam nieco zdezorientowana. Dlaczego autorki skorzystały z takiej zabawy? Przecież od zawsze wiadomo, że jak coś piszemy, to stawiamy tylko na jeden czas i się go trzymamy. A jak już chcemy użyć oba to jakoś odznaczamy ten tekst i nie tworzymy czegoś w stylu: Myję owoce z prędkością światła, bo sałatka sama się nie zrobi. Wzięłam salaterkę i dokładnie jej się przyjrzałam – była brudna. Dlatego też ona także trafia pod kran na spotkanie z zimną wodą. Można zwariować, prawda? Przyzwyczajenie do tej „psychozy” nieco potrwało, ale w tym czasie trzeba było jeszcze zwrócić uwagę na fabułę.
Z początku co rusz się śmiałam, chociaż sytuacja wcale nie była komiczna. Już na samym starcie mamy informację o śmierci męża tytułowej Ireny, do którego każda z bohaterek jest dość mocno przywiązana. To jednak nie przeszkodziło na ukazanie momentu przyswajania sobie tej informacji w dość... specyficzny sposób. To był jeden z patentów autorek na ukazanie czytelnikom charakterów naszych pań, aby powoli ukazywać wszelkie zmiany zachodzące w nich. Oczywiście śmierć bliskiego człowieka potrafi mieszać w głowach, lecz tutaj największymi paskudami psującymi więź matki z córką były te przeklęte tajemnice! To one napędzały wszelkie kłótnie i ciągi nieporozumień między Dorotą a Jagodą. I chociaż dalej odnajdywałam śmieszne momenty, to jednak problemy rodzinne zaczęły grać pierwsze skrzypce. Przez to wszystko chwilami miałam wrażenie przerysowania i te wszelkie waśnie wydawały się nad wyraz sztuczne, jednak później wracało to wszystko do naturalnego poziomu. Nie zmieniało to jednak jednego – męczenia czytelnika. Torturowano go coraz to większymi problemami, przerywając to – na szczęście – ciekawszymi fragmentami. Tylko czemu to nie mogło trwać wiecznie? Przez to cały czas miałam nadzieję, że w końcu wszystko wyjdzie na jaw i cała sytuacja się ustabilizuje. Po prostu męczyło mnie już zachowanie obu pań i tylko czekałam na jakiś zwrot akcji. Doczekałam się go dopiero pod koniec książki. Czy dostałam to, czego chciałam? Tego już wam nie zdradzę!

Prawdziwa kobieta to ta, która ma w dupie swoje kompleksy!”

W tym momencie pragnę napisać tylko jedno – miałam ochotę zabić główne bohaterki, bo one naprawdę potrafiły doprowadzić człowieka do szewskiej pasji! Na samym początku [Ireny] stałam murem za bujającą w obłokach Dorotą i szczerze jej współczułam tych brzydkich relacji z córką. Strasznie drażniła mnie postawa Jagody – wywyższającej się bizneswoman, pokazującej na każdym kroku swoją niechęć do matki. Z czasem jednak zmieniłam zdanie i bardziej obstawałam za młodszą z kobiet, a szczeniackie zachowanie tej drugiej doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Po krótkim namyśle stwierdziłam, że gdybym miała wybierać, na tę chwilę, swoją faworytkę, to nie wypowiedziałabym imienia żadnej z nich. Bez mrugnięcia okiem wskazałabym na Irenę – osiemdziesięciolatkę z temperamentem krnąbrnej nastolatki i głową pełną pomysłów. Wyobrażacie sobie to, że udawała złamanie ręki, aby pogodzić Dorotę i Jagodę? Najgorsze w tym wszystkim było to, iż jak matkę z córką dzieliło wszystko, tak łączyło je jedno – upór. Czy naprawdę nie mogły mieć wspólnych pasji, tylko musiały dzielić ze sobą tę cechę? Chociaż Irena została ukazana jako twarda babka, to właśnie zawziętość tych pań doprowadzała ją do szału. I nie tylko ją...
A co się tyczy pobocznych bohaterów... Każda z nich wydawała mi się mdła i taka wyprana z jakichkolwiek cech wyróżniających ich na tyle, by się jakoś przebiły. Jakby autorki wrzuciły ich do pralki i rozpoczynały jej misję, wsypując najtańszy proszek z nieznaną nazwą. No dobra... było parę osób, co pobijały o głowę Jagodę i Dorotę, lecz na dłuższą metę też bym z nimi nie wytrzymała.

„(...) lepiej późno, niż w cholerę za późno.”

Obie panie posługują się prostym i zrozumiałym dla czytelnika językiem, jednak przerysowanie fabuły w niektórych momentach czy ta manipulacja czasowa mogą napsuć krwi czytelnikowi. No i kreacja bohaterów wymaga wiele do życzenia. Obstawiam jednak, że to był celowy zabieg, lecz nie każdemu on może przypaść do gustu. U mnie to było zmienne, co można dostrzec powyżej.
[Irena] ukazuje, jak brzemienne w skutkach mogą być wszelkie tajemnice skrywane przed najbliższymi osobami. Sekrety zakorzeniają się, wyrastając i puszczając pędy kłamstw nakładających się na siebie. Wystarczy jednak chęć obu stron na zaufanie sobie, aby wyplenić ten chwast i pozwolić zakiełkować wzajemnemu zaufaniu.

Podsumowując:
[Irena] nie jest złą książką, ale do wybitnych również nie należy. Jeżeli ciekawią cię rodzinne waśnie wybudowane na kłamstwach i niedopowiedzeniach oraz uwielbiasz obserwować, jak to wszystko komplikuje życie bohaterów – właśnie odkryłeś coś dla siebie. Uprzedzam jednak o skutkach ubocznych wspomnianych w recenzji. Jeżeli ten tytuł nie przypadnie ci do gustu i – w trakcie jego lektury – wyrwiesz sobie wszystkie włosy z głowy, to proszę nie pisać do mnie o zwrot kosztów za perukę!

Moja ocena:
Recenzja została zamieszczona na:

Książka ma zaszczyt brania udziału w wyzwaniu Przeczytam 52 książki w 2016 roku!

***

Jako że rzadko kiedy spoglądacie na kolumny zamieszczane po bokach, dlatego też pragnę przypomnieć o dwóch akcjach, jakie dzieją się na naszym blogu. Wystarczy kliknąć na wybrany przez siebie obrazek, aby przeniósł Was w wyznaczone miejsce. Mamy nadzieję, że jednak skorzystacie z tej oferty. :)


Zapisy na Bluszczowy Book Tour tylko do 30 czerwca!

15 komentarzy :

  1. Raczej sobie odpuszczę tę pozycję, ponieważ jakiś czas temu czytałam książkę, która doprowadziła mnie do skraju wytrzymałości. A włosów wolę sobie nie wyrywać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomimo bardzo ciekawej zbieżności imion głównych bohaterek zdecydowanie sobie odpuszczę. Raz kupiłam sobie obyczajówkę, przeczytałam kilkanaście stron i później się poddałam. Chyba nie ma opcji, żebym przestawiła się na ten gatunek, ale nie wiem, co będzie za kilkanaście lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kompletnie nie mam przekonania do tej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś tak po przeczytaniu recenzji nie jestem zachęcona. Szczególnie chyba przez te odpychające główne bohaterki, skoro tak irytowały to pewnie czyta się dość nieprzyjemnie. Raczej sobie odpuszczę :P
    Ale polską literaturę polecam ogólnie !

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę raczej sobie odpuszczę. Coś czuję, że nie wytrzymałabym z takimi bohaterkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kiedyś, gdy już będzie mniej książek do czytania...

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba jednak spasuję. Nie przepadam za takimi książkami, po prostu mnie nudzą. Lubię, kiedy jest akcja, kiedy coś się dzieje! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Widze, że mamy przy tej książce ten sam problem. Jagoda to naburmuszona bizneswoman doprowadzająca ludzi do szału. Dorota to wyrośnieta hipiska (chociaż nie należała do nich) wiecznie taka biedna bo ona ma najgorzej. Ja tam najbardziej lubiłam pewnego zwierzaka od pana, który został masochistą i związał sie z... Dobra, nie bede tego zdradzać.
    Po za tym nie pasowała mi narracja. Wolalałabym to wszystko z perspektywy Ireny. Wtedy wszystko było by lepsze.
    Pozdrawam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również nie sięgam często po obyczajówki, a ta raczej mnie do siebie nie zachęciła, skoro nie jest wybitną lekturą ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Historia sama w sobie nie zachęca, a Twoja opinia mnie utwierdza w przekonaniu, że to nie jest książka dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książkę posiada moja ciocia więc jak będę miała trochę luzu u siebie na półce to ją od niej pożycze. Stanie się to raczej nie prędko, ale przeczytam na pewno :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja za długo hodowałam swoje włosy, żeby teraz poddawać je rwaniu :D Więc na razie podziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Po polskich autorów sięgam dość często i z książki na książkę coraz bardziej się do nich przekonuję. Chyba jeszcze nie czytałam żadnej książki stworzonej przed autorki duet, dlatego to mnie trochę ciekawi. No, a do tego sama nie wiem co, ale coś mnie do tej książki przyciąga, dlatego przeczytam na pewno ;)
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  15. A moim zdaniem te wszystkie kłótnie między Dorotą a Jagodą miały swoje znaczenie w tej książce i ja dokładnie się im przyglądałam. Nie powiem jednak, że uwielbiam te panie. Lubię je, a u mnie (jak i u ciebie) wygrywa babko-ciotka Irena, która była genialna! I muszę się zgodzić z tym, że niektórzy bohaterowie byli wyprani praktycznie ze wszystkiego, ale hej! - te trzy panie uzupełniały te braki. Uzupełnienia są ważne! ☺
    I dopiero teraz spostrzegłam, że masz rację co do tych czasów! Jak czytałam tę książkę to tego nie wyczułam. Ale ty jesteś bardziej na to uczulona, niż ja.
    I ogromne brawa za tak śmiałą recenzję książki polskich autorek, bo ostatnio nasi rodacy nie przyjmują złych słów na klatę. Chociaż za granicą też tak może być, ale te sprawy nie są nagłaśniane i do nas nie docierają. Takie mam wrażenie.

    ~Wagabunda🌺

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przybycie w moje skromne progi.
Mam nadzieję, że oferowana przeze mnie treść przypadła Państwu do gustu. Będę przeszczęśliwa, kiedy zostanę nagrodzona komentarzami. To tak niewiele, a potrafi sprawić radość!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka