czwartek, 17 marca 2016

Biała róża oczami #Ivy

Autor: Amy Ewing
Tytuł: Biała róża
Oryginalny tytuł: The White Rose
Seria: The Lone City
Tom: II
Przekład: Iwona Wasilewska
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 320

Życie pisze nam różne scenariusze i to właśnie ono rozdaje nam rolę, które niekoniecznie mogą nam się spodobać. Musimy się do niej dostosować, niezależnie od naszych próśb o przekształcenie jej. Bywa jednak tak, że życie zaskakuje nas i wyciąga pomocną dłoń. Czujemy się wtedy tak, jakbyśmy złapali pana Boga za nogi.
Ale zawsze powinniśmy się spodziewać tego, że taka zmiana nigdy nie jest za darmo.
Violet została kupiona na aukcji jako Surogatka. Jej zadaniem było urodzić dziecko dla swojej pani, lecz nikt nie przygotował jej na to, co może wydarzyć się w murach najpiękniejszego kręgu. Dziewczyna nie spodziewała się tego, że będąc w Klejnocie, jako niewolnica Diuszeszy Jeziora, zakocha się w Ashu. I to właśnie on pokrzyżuje wszelkie plany związane z jej osobą. Violet jednak jest gotowa sprzeciwić się swemu wymuszonemu przeznaczeniu i walczyć o tę miłość. Tylko wszystko nie toczy się tak, jak by chciała...
Zakochani zostają przyłapani na zdradzie, przez co obojgu grozi wielkie niebezpieczeństwo. Dziewczyna jednak może liczyć na pomoc tamtejszych przyjaciół. To właśnie oni ratują ją spod ciężkiej dłoni Diuszeszy i pomagają uciec z najbogatszego kręgu Samotnego Miasta. Violet wie, że podróż do bezpiecznego miejsca na Farmie nie będzie lekka. Towarzyszący jej Ash oraz Raven również zdają sobie z tego sprawę. Na każdym kroku napotykają oni listy gończe za chłopakiem, a eksperymenty hrabiny odcisnęły piętno na najlepszej przyjaciółce wolnej Surogatki. A Gwardziści tylko czekają, aż popełnią jakiś błąd.
Czy ta trójka będzie w stanie dotrzeć do obiecanego przez Luciena azylu? Ile niebezpieczeństw czyha na nich za rogiem? I czy mogą oni ufać ludziom z Sprzymierzenia Czarnego Klucza, którzy pojawiają się na ich drodze? A co zrobi Violet, kiedy odkryje, że Augurie są potężniejsze, niż ona myślała?
Samotne Miasto skrywa w sobie wiele niebezpiecznych sekretów i tylko nieliczni mogą zmierzyć się z ich potęgą...


Moja przygoda z pierwszym tomem tej trylogii, [Klejnotem], tak naprawdę nie była udana. Po dziś dzień pamiętam ten ogrom słodyczy zawarty na jej kartach, który prawie doprowadził mnie do cukrzycy. Na koniec końców wystawiłam jej mocne trzy bluszcze, bo wyczułam w tej historii pewien potencjał. Dlatego też kiedy wydawnictwo Jaguar zaczęło zapowiadać [Białą różę] wiedziałam jedno: warto się jej przyjrzeć. I tak też się stało.
Teraz jestem parę dni po przeczytaniu drugiego tomu {The Lone City} i piszę dla Was tę recenzję. Czy wypowiem się pozytywnie o tej książce, obsypując ją białymi różami? A może ona potraktowała mnie swoimi kolcami? Zaraz się o tym przekonacie.

Możliwość dokonania wyboru jest wolnością, Violet.”

Już od pierwszej strony zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń, a wyobrażenie powoli rozwijającej się akcji zostaje jedynie wspomnieniem. Wraz z Violet rozpoczynamy ucieczkę z najbogatszego kręgu, a każdy jej sukces jest naszym sukcesem, a każda gafa naszą gafą. Tym razem mamy możliwość wydostania się za mury Klejnotu i przyjrzeniu się z bliska innym kręgom oraz ludziom zamieszkującym tamte tereny. Poznajemy Samotne Miasto z całkiem innej strony. Wszelki przepych schodzi na boczny tor, kiedy przytłacza nas ciężkie powietrze w Dymie czy też gwar ludzkich rozmów w Banku. Tak drastyczna zmiana oddziałuje na nasze zmysły, przez co z przerażeniem obserwujemy zmagania tych, których życie nie oszczędza.
[Biała róża] podłącza się do naszego umysłu i steruje naszymi uczuciami wedle swojej woli. Przechodzimy przez różne fale emocji, począwszy od smutku a skończywszy na gniewie. Niestety niektóre wątki były dla mnie przewidywalne. Bez trudu odgadywałam to, co za chwilę się wydarzy, jednak Amy Ewing potrafiła mnie zaskoczyć! Bezczelnie wykorzystywała swoją przewagę, aby wodzić mnie za nos. Było wiele kwestii, przy których stawiałam sobie znak zapytania, jednak najbardziej ciekawił mnie sam Czarny Klucz. Kim on był? Na co mu to wszystko? A kiedy poznałam prawdę, to plułam sobie w brodę, że jestem taka niedomyślna! Nawet wyobrażałam sobie autorkę stojącą nade mną i śmiejącą się z mojej miny. I jeszcze to zakończenie książki... Ono już kompletnie złamało moje posklejane serce i porozrzucało jego części po mieście. A może nawet po całej Polsce.
Postać Violet przechodzi metamorfozę. Jak wcześniej widzieliśmy w niej numer 197 walczący o swoją miłość, tak teraz dostrzegamy młodą rewolucjonistkę gotową stoczyć batalię z Klejnotem i ich chorymi rządami. Tylko dlaczego (znowu) musiałam się zmierzyć z jej idealnością?
W tym tomie odcinam Violet metkę z napisem „próżna”, bo – w końcu – pokazała to, że naprawdę zależy jej na przyjaciołach. Wiele ryzykowała, aby mogli uciec wraz z nią i dopięła swego. Nie umiem jednak oprzeć się wrażeniu, że w kreacji tej postaci brakowało mi nieco naturalności. Czego nie dotknęła panna Lasting to często zamieniało się w złoto, a przecież niepowodzenia również są naszą częścią. Owszem, autorka parę razy rzuciła nastolatce kłody pod nogi, ale dla mnie to było za rzadko. Zrekompensowała się ona dopiero pod koniec książki.
Oprócz tego mogłam zauważyć, jak wiele osób pokładało ogromne nadzieje w naszej głównej bohaterce. Uważali oni, że to ona jest tą, która przyniesie zgubę mieszkańcom Klejnotu. To mogłabym dorzucić do worka z idealnością, jednak widzę, że ta informacja nieco męczyła Violet. Świadomość faktu, że tyle ludzi liczy na ciebie i twoje umiejętności jest przerażająca. Ona ją przytłaczała. Była surogatka próbowała jednak robić dobrą minę do złej gry. I z czasem sama zachowywała się niczym członkowie Sprzymierzenia Czarnego Klucza.

Nigdy już nie będę tą osobą, którą byłam. Jestem jak roztrzaskana porcelanowa lalka, której nie da się posklejać.”

Amy Ewing zaszalała przy kreacji postaci drugoplanowych! I to szaleństwo jak najbardziej mi przypadło mi do gustu. Mówię tutaj o wyraźniejszym przedstawieniu osób pobocznych, które towarzyszą naszej bohaterce. Dzięki temu możemy przyjrzeć się bliżej danej istocie ludzkiej i zrozumieć, co stoi za jej zachowaniem. Najbardziej przeraziła mnie historia Asha, który przed poznaniem Violet nawet nie pomyślał o tym, że mógłby uwolnić się ze szponów swej podłej roboty, jaką było zabawianie dzieci hrabin czy diuszesz (nie wspominając, że te drugie również korzystały na takich chłopcach). Zyskał on w moich oczach i kibicowałam chłopakowi głównej bohaterki, i dalej kibicuję w walce z demonami przeszłości.
Oprócz Raven i Garneta dołączają do nas nowe postaci i każda z nich ma swoją określoną rolę. Tym samym widać, że historia podąża w dobrym kierunku i żaden ludzki zapychacz nam nie grozi.
Dodatkowo pragnę pochwalić zmniejszenie słodyczy. Autorka znalazła złoty środek, jeżeli chodzi o związek Violet i Asha, dzięki czemu z przyjemnością przyglądałam się ich relacjom. I z ochotą kibicowałam tej dwójce.

Szlachta wciąż bierze, bierze i bierze, i nigdy nie ma dość. Kradną dziewczęta, by rodziły im dzieci. Kradną chłopców, by służyli tym dzieciom, by je uwodzili albo chronili. A przecież nie jesteśmy przedmiotami. Nie jesteśmy sukniami z ostatniej kolekcji ani drogimi nagrodami. Jesteśmy ludźmi.”

Warsztat pisarski Amy Ewing uległ znacznej poprawie, a autorka doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Czytając opisy miejsc mamy wręcz wrażenie, że sami przebywamy wewnątrz książki i możemy wszystkiego dotknąć, jakby było prawdziwe. Można to porównać do nauki chodzenia małego dziecka: jak w [Klejnocie] zaczyna się raczkowanie i nieśmiałe próby stawania przy szafkach, tak w [Białej róży] umiemy już biegać i sięgać po to, co wcześniej nie było w zasięgu naszych drobnych rączek. Także dialogi są na wyższym poziomie. Pozostaje jednak problem kreacji głównej bohaterki, o którym wcześniej wspominałam. Teraz żyję nadzieją, że w [The Black Key] Violet utraci nieco swej idealności. O nic więcej nie proszę. Naprawdę.
[Biała róża] to przede wszystkim – moim zdaniem – walka ze swoją przeszłością i próbą uratowania samego siebie w teraźniejszości. Jeżeli wyciągniemy pomocną dłoń i okażemy wsparcie, jesteśmy w stanie razem ujrzeć przyszłość. I stanąć ramię w ramię z niebezpieczeństwami. A te tylko czyhają na nasze potknięcia.
Z serii „rozkminy bluszczyny”: Wiecie, że najlepsza przyjaciółka Violet ma takie samo nazwisko, jak pewna tańcząca skrzypaczka? Tak – chodzi o Lindsey Stirling! Tym samym autorka jeszcze bardziej przekonała mnie do postaci Raven.

Podsumowując:
[Biała róża] bije swoją poprzedniczkę o głowę przemyślaną fabułą oraz świetną kreacją tamtejszego świata. Wciągająca od początku kontynuacja przygód Violet nie pozwoli na to, aby jakikolwiek kolec wbił ci się w skórę. Dlatego też dojrzyj jej piękno i rozkoszuj się tym czytelniczym zapachem! I tym razem okładka ma prawo przyciągać swoim pięknem.

Moja ocena:
Recenzja została zamieszczona na:

Książki należące do trylogii Klejnot:
Klejnot ∙ Biała róża ∙ Czarny klucz

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!
Książka ma zaszczyt brania udziału w wyzwaniu Przeczytam 52 książki w 2016 roku!

45 komentarzy :

  1. Rzadko kiedy zdarza się, żeby autorzy zwracali dużą uwagę na pobocznych bohaterów, a jest to jak najbardziej ważne! Cieszę się, że druga część okazała się znacznie lepsza. Będę musiała zwrócić w końcu uwagę na tę serię. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również się cieszę, że drugi tom tej serii wypadł lepiej, przez co nabrałam jeszcze większej ochoty na ostatnią część. Zazwyczaj tak bywa, że kontynuacja jest słabsza, a tutaj taka niespodzianka! :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Kiedyś miałam w planach tę trylogię, ale potem uznałam, że jednak nie odnalazłabym sie w tej książce... więc sobie odpuściłam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem cię doskonale - sama przez to przechodziłam. :)

      Usuń
  3. Nie słyszałam jeszcze o tej serii, ale widzę, że warto dać jej szansę :)
    Pozdrawiam,
    SzumiąBooki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym nie usłyszała o tej serii, gdybym nie obserwowała fanpage wydawnictwa. ;)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Czytałam tą recenzje wyrywkowo bo jeszcze nie czytałam pierwszego tomu i chce mieć niespodzianke!
    I zaintrygowałaś mnie tym że jedna z bohaterek ma na nazwisko Stirling. Szybko wyłapałaś to nazwisko! Widac że jesteś prawdziwą fanką Lindsey :)
    No i wyłapałaś świetne cytaty! One jeszcze bardziej zachecają do siegniecia po tą trylogie =^^=
    Czekam na inne recenzje :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej cię rozumiem - sama stosuję tę taktykę, coby nie przeczytać za dużo, bo nici z niespodzianki. ;)
      To nazwisko automatycznie rzuciło mi się w oczy i nawet zrobiłam tej stronie zdjęcie, aby pokazać innym fanom.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  5. Kusi mnie ta seria, ale chyba najpierw będę musiała uporać się z zaległymi powieściami. Jestem pewna, że kiedyś po nią sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejna rzecz, którą znam ze swojego życia - planowanie przeczytania danej serii, kiedy inne tytuły zalegają na półkach i proszą o uwagę. :)

      Usuń
  6. Oj bardzo chciałabym ją przeczytać :) Ale zacznę od pierwszej części :P
    Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, lepiej zacząć od pierwszego tomu, bo mogłabyś się nie połapać w niektórych momentach. :)
      Również pozdrawiam. :)

      Usuń
  7. Auć. Zbyt wielkie przesłodzenie mnie odpycha. Zdecydowanie odłożę ją w czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko [Klejnot] zawierał zbyt wiele słodyczy, kiedy w [Białej róży] autorka już uważała, aby czytelnicy nie nabawili się cukrzycy, więc spokojnie. Dla drugiego tomu warto nieco pomęczyć się z pierwszym. :)

      Usuń
  8. Jeżeli naprawdę o wiele lepsza od poprzedniczki (w której instalove totalnie mnie denerwowało), to z chęcią przeczytam :)
    Natalia Łucja z withcoffeeandbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest stokroć lepsza! Poza tym autorka bardziej przemyślała fabułę, co również jest plusem. :)

      Usuń
  9. Chyba nie mój typ lektury ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem - nie każdy musi przepadać za tego typu literaturą. :)

      Usuń
  10. Ja mam jeszcze przed sobą pierwszy tom, więc to od niego będę musiała zacząć. To duży plus, że ta część bije na głowę swoją poprzedniczkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko przy [Klejnocie] proszę uzbroić się w cierpliwość. I proszę się nie zniechęcać, bo warto się pomęczyć, żeby poznać znacznie lepszą kontynuację. :)

      Usuń
  11. Koniecznie muszę przeczytać! Oczywiście najpierw przeczytam "Klejnot", ale mam pewne obawy. Słyszałam, że w książkach tej autorki (a konkretnie tłumacz zawalił na całej linii) są błędy językowe :/ To mnie odrzuca, ale postaram się przekonać na własnej skórze. Pozdrawiam <33

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem - można znaleźć drobne literówki, ale nie obarczajmy winą tłumacza, a korektę, bo ocenienie poprawności tekstu przed pójściem do druku nie należy do tego, kto tłumaczył daną książkę. :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  12. Jestem bardzo ciekawa tej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O proszę, jeden z nielicznych wspiominanych przez nas przypadków, w których drugi tom okazał się lepszy? Nic, tylko się zacieszać. Ja jednak po te książki nie sięgnę, nawet nie dlatego, że to młodzieżówki, ale mam awersję do książek tego samego typu, co Rywalki, które swego czasu pojawiały się wszędzie...
    Masz powtózenie, pod drugim cytatem "postaci pobocznych [...] danej postaci." ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ja też czasami nie mogę patrzeć na dany tytuł, o którym jest głośno, bo czuję tę presję w kwestii: przeczytaj mnie! Przeczytaj! A później zależy od magnetyzmu czy chcę po coś sięgnąć lub nie. ^^
      Powtórzenie? Jakie powtórzenie... Nie no, poprawiłam! Dziękuję za uwagę. :)

      Usuń
    2. Ja się generalnie tej presji nie poddaję, ale męczy mnie wszechobecność niektórych tytułów, tym bardziej, że są wątpliwej jakości...

      Usuń
    3. Rozumiem to, bo sama wiele razy się sparzyłam na tych perełkach.

      Usuń
  14. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale nie przeczytałam Twojej recenzji w całości. Właśnie zaczynam czytać tę książkę, a właściwie to pierwszą część i nie chcę sobie czegoś zaspojlerować :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam ci tego za złe, bo sama tak robię przy recenzjach danych książek, coby nie odkryć za wiele. :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  15. Skoro kontynuacja jest tak dobra, to chyba warto w końcu rozejrzeć się za pierwszą częścią :) Szkoda trochę, że ta bohaterka jest taka idealna, ale to problem wielu młodzieżówek teraz. Chętnie przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No idealność to choroba książkowa XXI wieku. Bardzo zaraźliwa. ;)

      Usuń
  16. Nie wczytywałam się za bardzo w recenzje, ponieważ przede mną jeszcze pierwszy tom. Bardzo się jednak cieszę, że drugi tom tak pozytywnie wypada na tle swojej poprzedniczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twoją decyzję w kwestii przeczytania mojej opinii. :)
      Mnie również ucieszył ten fakt i mam nadzieję, że ostatni tom wywróci moje życie do góry nogami. :)

      Usuń
  17. przez recenzje mam ochote siegnac po tom 2 i sprobowac to w kncu rpzeczytac tylko nie mam skad :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś mieszkała w moich okolicach - pożyczyłabym ci książkę/-i. ;)

      Usuń
  18. Niestety, nie czytałam jeszcze pierwszej części. Recenzja genialna, skrzacie. Godna podziwu. Nie mam pojęcia, jakim cudem idzie ci to tak gładko ♥
    Z Violet na pewno jeszcze kiedyś się zapoznam :)
    Pozdrawiam,
    Isabelle West

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie recenzje piszę z taką lekkością. To jest uzależnione od tego, jaki wpływ miała na mnie dana książka. :)
      Również pozdrawiam, skrzacie. :)

      Usuń
  19. Nie czytałam tej serii, możliwe że ją przeczytam jak tylko uporam się z recenzenckimi :)
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie zaciekawić tą serią. :)
      Również pozdrawiam. :3

      Usuń
  20. Słyszałam o ksiące i w ogóle serii już jakiś czas temu i co jakiś czas ona do mnie wraca, ale nie czuję sie zmotywowana do przeczytania na razie ;) Może dużo tracę (tak samo mówiłam przez długi czas o "Dotyku Julii", który okazał się świetny...)
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem cię doskonale. Może kiedyś zdecydujesz się na tę trylogię albo całkowicie ją sobie odpuścisz. Znam to z doświadczenia. :)

      Usuń
  21. Muszę koniecznie zapoznam się tym tyłem, ale wcześniej będę musiała przeskoczyć przez ten pierwszy tom, czego troszeczkę się obawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto się pomęczyć, aby dobrnąć do czegoś wspaniałego. :)

      Usuń
  22. Dobrze. W trakcie przebywania w Czechach moja kuzynka przywoziła sporo książek z Polski, gdzie właśnie znalazłam wśród nich "Klejnot" oraz "Białą różę" i... przepadłam. Może w pierwszym tomie było za dużo cukierkowatości, ale drugi tom to już inny wymiar zabawy! Wkręciłam się w tę ucieczkę jak mało kto, cały czas martwiąc się o Raven. O Violet też się martwiłam, ale jej przyjaciółka wzbudziła we mnie większą sympatię. No i Garnet... kto by pomyślał, że aż tak się zmieni?
    Muszę zdobyć trzeci tom i ten dodatek, bo naprawdę się uzależniłam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przybycie w moje skromne progi.
Mam nadzieję, że oferowana przeze mnie treść przypadła Państwu do gustu. Będę przeszczęśliwa, kiedy zostanę nagrodzona komentarzami. To tak niewiele, a potrafi sprawić radość!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka