niedziela, 31 maja 2015

Bluszczowe podsumowanie maja




Maj. Miesiąc, który niektórym kojarzy się z harówką w szkole, kiedy budzimy się z transu, że zbliża się koniec roku szkolnego i trzeba nieco nadgonić materiału, aby świadectwo nie było usypane samymi dwójkami i trójkami. Dla mnie ten miesiąc minął pod znakiem matur. Osiem egzaminów to nie lada wyzwanie, jednak jakoś dałam radę (w końcu musiałam) i teraz pozostało mi czekać na wyniki. Nieco się ich obawiam, bo coś czuję, iż zawaliłam matematykę. Co jak co, ale to moja pięta achillesowa.
Przejdźmy jednak do ważniejszych spraw, a dokładniej do podsumowania maja, który wypadł tak krucho, że andruty kłaniają mu się po same kostki i proszą o rady w tej sprawie. Jednak nie przedłużajmy... :)

piątek, 29 maja 2015

Hipnoza oczami #Ivy

Autor: Bartłomiej Basiura
Tytuł: „Hipnoza”
Wydawnictwo: Rozpisani.pl
Ilość stron: 307


Tytułowa hipnoza kojarzy nam się z filmami, gdzie jakiś pan stoi z wahadełkiem, którym macha przed oczami niewinnej osoby. Wypowiada po cichu jakieś słowa i zazwyczaj pada tekst „Jak policzę do trzech i pstryknę, to...”. Znacie to? Zapewne tak. I bohaterowie książki także to znają.
W spokojnej i odizolowanej od reszty miasteczka dzielnicy ginie młoda dziewczyna. Wszelkie ślady wskazywałyby na samobójstwo, jednak pozostawiona przez kogoś wiadomość uświadamia policjantów, że to jednak będzie jedna z trudniejszych spraw. Ktoś bawi się z nimi, próbuje decydować o każdym kolejnym kroku. A oni zachowują się tak, jakby byli...
z a h i p n o t y z o w a n i!



No przecież musisz zaspokoić własne pragnienie! I tak w kółko. I tak cały czas. Upadasz coraz niżej i przez ludzi takich jak my nie masz zwyczajnie szans, aby wyjść z tego dołku.”

To dziwne uczucie, kiedy trylogię zaczyna się od środka, gdy dopiero parę miesięcy później chwyta się za tom pierwszy. Co jak co, ale to moje czytanie od pupy strony kiedyś nabawi mnie wielu chorób, o których wolę nie wspominać, bo moja wredna osobowość wykorzysta to i nadmiernie będzie to ukazywać. Jednak muszę przyznać, że tytułowa hipnoza na mnie nie zadziałała, przez co czeka was czytanie wielu negatywnych emocji, jakie mną targają. Po „Uczniu Carpzova” oczekiwałam świetnej lektury, lecz to, na co natrafiłam uważam za niedopracowane.

poniedziałek, 18 maja 2015

Dziewczyny z Syberii oczami #Ivy

Autor: Anna Herbich
Tytuł: „Dziewczyny z Syberii”
Cykl: Prawdziwe historie
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Ilość stron: 304


Znacie to stwierdzenie, iż kobieta to piękna, aczkolwiek słaba płeć? Zapewne tak. To nieuniknione, skoro wiele osób na świecie tak twierdzi. Ten stereotyp ciągnie się za nami, kobieta, od wielu lat. Owszem, do tego pierwszego stwierdzenia nie mam zastrzeżeń, jednak ta druga pozycja opisująca płeć żeńską jest nieco... naciągana. Czy mam jak to udowodnić? Bez żadnego problemu. Tutaj Anna Herbich wyciąga swoją pomocną dłoń i przedstawia kobiety, które mogą zamknąć niektórym usta.
Dziesięć kobiet. Dziesięć historii, które napisał los. Dzieliło je tak wiele, jednak jedna rzecz sprawiła, iż ich życie zostało spisane i przedstawione w formie pożegnania ze złymi wspomnieniami. Rozpamiętywanie bolesnych zdarzeń otwiera na nowo zabliźnione rany, jednak one się odważyły raz jeszcze je rozdrapać.
I to one udowodnią, że kobiety są silne!


Kiedy nadarzyła się możliwość przeczytania tej książki nieco się wahałam. Jak dobrze wiadomo moją głowę zakrzątały terminy zdawania egzaminów maturalnych, a co za tym idzie – umysłowy rozgardiasz. Mimo tak napiętego grafiku zwyciężyła moja niedawno odkryta miłość do historycznych zdarzeń i dałam się skusić na egzemplarz „Dziewczyn z Syberii”. Zaczęłam czytać tę książkę tego samego dnia, gdy ją odebrałam z rąk kuriera i już wiedziałam, że wszystko inne musi zejść na dalszy plan. Ale jakie wrażenie wywarła na mnie książka?

sobota, 2 maja 2015

Igrzyska śmierci oczami #Ivy

Autor: Suzanne Collins
Tytuł: „Igrzyska śmierci”
Oryginalny tytuł: „The Hunger Games”
Seria: „Igrzyska śmierci”
Tom: I
Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodziejska oraz Piotr Budkiewicz
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 352


Dawna Ameryka Północna to jedynie wspomnienie. Na jej ruinach powstało państwo Panem, w centrum którego stoi niewyobrażalnie bogaty i imponujący swoją architekturą Kapitol otoczony przez podporządkowane mu dwanaście dystryktów.
Dyktatorskie władze stolicy krótko trzymają mieszkańców dystryktów. Podległe Kapitolowi rejony są zmuszane do corocznych dożynek, podczas których zostają wylosowani chłopak i dziewczyna w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Nie robią tego po to, by zapewnić swoim młodym mieszkańcom spokój. Ta ceremonia podlega pod regulamin Głodowych Igrzysk Śmierci, gdzie dzieci są wysyłane, by walczyć między sobą na arenie na śmierć i życie. A wszystko to jest emitowane w telewizji i uznawane za ogromne show.
Katniss Everdeen, szesnastoletnia mieszkanka Dwunastego Dystryktu, aby uratować swoją młodszą siostrę, która została wylosowana, postanawia się zgłosić na ochotnika w tej chorej grze. Wie, że ma marne szanse, jednak ryzykuje i staje oko w oko z rozrywką uwielbianą przez tysiące kapitolińczyków.
Tylko co takiego jest w dziewczynie z jednego z najbiedniejszych dystryktów, że ludzie ją kochają? I na ile Katniss jest gotowa, byle tylko wrócić cała i zdrowa do swojej rodziny? I czy przez swoją determinację i chęć walki nie narobi sobie wrogów w tych wyższych sferach?

To jest jedna z pierwszych książek, gdzie miałam do czynienia z postapokaliptyczną wizją świata. Wcześniej nie przemawiała do mnie taka forma, jednak zdecydowałam, że nie można zamykać się na jeden gatunek i trzeba pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Dlatego też za zaoszczędzone pieniądze kupiłam sobie pierwszy tom trylogii „Igrzysk śmierci” i zaczęłam go czytać zaraz po wyjściu z księgarni. Byłam tak pochłonięta lekturą, że prawie wpadłam pod samochód a proste chodniki specjalnie tworzyły dziury, bym się o nie potykała. Książka totalnie mnie pochłaniała, a z rozdziału na rozdział byłam coraz bardziej pewna tego, iż było warto porzucić swoje uprzedzenia.

piątek, 1 maja 2015

Bluszczowe podsumowanie kwietnia

Kwiecień był dla mnie bardzo pracowitym miesiącem. W szkole czekali na mnie surowi nauczyciele gotowi udowodnić mi, że moja wiedza z ich przedmiotów praktycznie nie istnieje, a dodatkowo wróciłam na zdychającego bloga krzyczącego resztką sił: zaopiekuj się mną! Jeszcze na samym początku były święta... oj, było tego...
W tym miesiącu nie miałam zbytnio czasu na czytanie, jednak udało mi się to zrobić. Również wysiliłam swoje szare komórki i chwyciłam się za napisanie recenzji tych tytułów, które już dawno temu powinny zostać obdarzone opiniami. Chciałabym się odbić od tego wyniku teraz, w maju, ale matura uderza mnie z pięści w twarz i krzyczy złowieszcze NIE! Jeszcze jej udowodnię... Ale nie przedłużajmy. ;)

Przeczytane w kwietniu zostały:
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka