piątek, 31 października 2014

Córka Dymu i Kości oczami Akime

Autor: Laini Taylor

Tytuł: "Córka Dymu i Kości"

Wydawnictwo: Amber

Ilość stron: 399

Na wszystkich kontynentach na drzwiach domów pojawiają się czarne odciski dłoni. Wypalają je skrzydlaci nieznajomi, którzy wkradają się do naszego świata przez szczelinę w niebie…
Przemierzająca kręte uliczki zasypanej śniegiem Pragi siedemnastolatka ze szkoły sztuk plastycznych zostanie wkrótce uwikłana w brutalną wojnę istot nie z tego świata. I odkryje prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i kości…
Jej szkicowniki są pełne potworów. Mówi w wielu językach, nie tylko ludzkich. Ma jaskrawoniebieskie niefarbowane włosy, niezwykłe tatuaże i blizny. Kim jest?
Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone – Dealer Marzeń. Karou nie wie,skąd przybywa i czy jest tylko człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne wyprawy. I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont wypalający powietrze pomiędzy nimi.
Akiva staje się jej tak bliski, jakby kochała go całe życie…

Córka Dymu i Kości... Książka, którą pochłonęłam trzy razy, mimo sporych oporów przed jej zakupem. W sumie widziałam ją nie raz, zanim po nią sięgnęłam, ale zawsze ją omijałam. Nie miałam na nią ochoty. Mimo wszystko, pewnego dnia postanowiłam na nią zerknąć, bo chyba nigdy nie przestałaby mnie prześladować. Przejrzałam ją z każdej możliwej strony, zanim ją kupiłam. Brałam ją do ręki i odstawiałam, robiłam kolejne kółko między półkami i do niej wracałam. W końcu się zdecydowałam. W ten sposób zostałam wciągnięta w jej sidła. Na dobre.

Od pierwszych stron poczułam jakąś dziwną więź, która łączyła mnie z Karou. Odkąd sięgnęłam po tę książkę, mam bzika na punkcie niebieskiego koloru. Te niebieskie włosy... Gdyby nie było mi żal mojego naturalnego koloru, to z pewnością bym się przefarbowała. Do tej pory uważam ją za moją ulubioną bohaterkę. Do żadnej innej postaci nigdy się nie przywiązałam tak, jak do niej.

Mimo aktualnego, negatywnego nastawienia do wszelkich młodzieżówek, do tej mam jakiś sentyment. Jakby nie patrzeć, książki w tej tematyce opierają się w większości na schemacie: dziewczyna, dwóch chłopaków, między którymi wybiera, jakiś zamknięty świat, rewolucja. Karou ani nie wybiera, ani nie żyje w zamkniętym świecie. Nasza bohaterka żyje podwójnie – z jednej strony uczy się, chodzi do szkoły, jest zwykłą nastolatką, a z drugiej ma swój świat, który cała reszta uważa za wytwór jej wyobraźni.

Mamy tutaj nutkę magii, stworzenia nadprzyrodzone, ale i zwykłych ludzi, których dopada codzienność. A kim jest nasza Karou? Mówiąc o tym, odebrałabym przyjemność czytania tym, którzy jeszcze tego nie zrobili. Córka Dymu i Kości jest owiana niejedną tajemnicą, co dodatkowo potrafi wciągnąć. Jakby nie patrzeć, gdy czytałam ją za pierwszym razem, przechodziłam przez ulicę, z nosem książce, więc byłam bliska zderzeniu z samochodem. Pójść po schodach piętro wyżej też mi się zdarzyło, no ale w moim przypadku to w sumie normalne.

Szczerze mówiąc, dla wielu zagadek nie byłam w stanie znaleźć sama rozwiązania. Fakt jest faktem, niektóre rzeczy same nasuwają się na myśl, ale nie są to najistotniejsze sprawy. No i niestety czasem gubiłam wątek, ale później wszystko i tak łączyło się w jedną, spójną, magiczną całość.

Tak więc Córka Dymu i Kości góruje na liście moich książkowych miłości. Wiem, ciągłe wszystko wychwalam, ale jeśli chcecie negatywnej recenzji, to musicie poczekać do następnego razu. To wam mogę obiecać, a póki co zachęcam do przeczytania pierwszej części powieści Laini Tayol.

"Życzenia nie są prawdziwe. Nadzieja jest prawdziwa. Jest jedyną prawdziwą magią." -Brimstone/ Dealer Marzeń

Ocena: 5/6


wtorek, 28 października 2014

Kolacja z wampirem oczami #Ivy


     Tytuł: Kolacja z wampirem
Oryginalny tytuł: Dinner with a vampire
Autor: Abigail Gibbs
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Wydawnictwo: MUZA
Seria: Mroczna Bohaterka
Tom: I
Ilość stron: 560


Na pewno nie ma takiej osoby, która ani razu nie umówiła się ze swoim najlepszym przyjacielem w jakimś punkcie na mieście o danej godzinie, aby ruszyć razem na podbój sklepów albo bibliotek. Wybierało się wtedy miejsca, gdzie najczęściej przebywają ludzie, aby nie czuć się nieswojo, myśląc że za jakimś drzewem czai się jakiś morderca czy wściekły pies z toczącą się z pyska pianą oczami mierzący nasze cztery litery. Zazwyczaj takim punktem zostaje galeria, kawiarnia czy po prostu rynek (w moim mieście akurat z tym byłby problem, bo my takiego czegoś nie mamy…)
Inni jednak lubią ryzykować i jako miejsce zbiórki wybierają wyludnione miejsca, pełne dziwnych napisów na murach, gdzie przechodzą ludzie o nieodgadnionych wyrazach twarzy. Także godzina spotkań wykracza ponad harmonogram bezpiecznych pór. Zazwyczaj wtedy człowiek czeka na znajomych, by móc razem wybrać się na imprezę czy też po prostu udać się razem na taki wieczorny spacer w świetle księżyca. Większości z nich nic się nie dzieje, ale zdarzają się przykrości w postaci morderstw, gwałtów czy też po prostu porwań (czasami z żądaniem okupu albo ktoś po prostu wykorzysta twoje ciało jako darmową przechowalnię narządów). Trochę strasznie, prawda?
Violet należy do tej grupy ludzi, która w jakiś sposób lubi narażać się na niebezpieczeństwo. Osamotniona oczekiwała w parku swoich znajomych, by razem z nimi udać się do klubu i balować, aż padnie. Nie spodziewała się jednak, że zamiast imprezy będzie jej dane obejrzeć krwawą masakrę, z wampirami w tle.
Ukrywając się, obserwuje jak krwiopijcy raz za razem skręcają karki swoim ofiarom. Dziewczyna jest przerażona, lecz nie potrafi oderwać od tego wszystkiego oczu. Ba! Nawet bawi się w komentatora, mrucząc coś pod nosem. Nie wie ona jednak, że słyszy to wszystko dowódca wampirów – Kaspar.
Violet próbuje stamtąd uciec, ale nie jest jej dane pobiec zbyt daleko. Zostaje szybko schwytana i dziewczyna przeczuwa, że skończy tak samo jak reszta ludzi. Kaspar jednak daruje jej życie, lecz porywa ją.
Nastolatka trafia do posiadłości, która wręcz zapiera dech w piersi. Cudowna budowla i bogactwo zalegające w każdym kącie zaciekawiają ją, lecz nie na tyle, by nie zapominać o tym, że jest niewolnicą wampirów. Niewolnicą, która ma wybór – zostać tam do końca życia, albo zostać jedną z nich.
Jak postąpi Violet? Czy pozwoli sobie na to, aby zostać krwiopijcą? A może zostanie człowiekiem i będzie więźniem do starości? Wszystko to zależy od niej. I od jej młodzieńczego serca, które uwielbia płatać figle.

,,Przebudź się albo zginiesz we śnie, dziewczynko.”

Kolejny raz odgrzewam starą recenzję, jednak tym razem jest to tak jakby promocja, gdyż w listopadzie wychodzi kolejna część. Przypomnijmy sobie, jakie miałam zdanie na temat tego dzieła.
Książkę czyta się szybko, chociaż akcja w niektórych miejscach nieco zanudza, przez co można chcieć odłożyć ją na półkę. Abigail może i ma talent pisarski, lecz tutaj nie pokazała go zbyt dobrze. Dialogi, które miały mnie śmieszyć czasami prosiły się o to, aby je wyprosić i kazać poczekać, aż dorosną. Jedyne, co mi się podobało to wprowadzenie tutaj balów jak za dawnych czasów i spis piosenek, które zapewne były wykorzystywane w trakcie jego trwania. Są one lepsze niż te dzisiejsze umc umc umc (potocznie nazywane nutą, gdyż składają się one tylko z jednej nuty).
Violet to dziewczyna, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Jest zadziorna, pyskata i nie umie się powstrzymywać przed komentarzami. Taki typ zbuntowanej przeciw wszystkiemu i wszystkim nastolatki, której w głowie imprezy i przyjaciele. Ja również jestem typem buntowniczki, aczkolwiek nie interesują mnie imprezy. Wolę domowe zacisze, ale koniec o mnie.
Na początku mi to odpowiadało, gdyż lubię wredne bohaterki, jednak po jakimś czasie zaczęło mnie to drażnić. Było tego zbyt dużo i miałam ochotę wziąć Violet za szmatki i kilkakrotnie przywalić nią o ścianę. Po prostu autorka dała jej zbyt wiele składnika „drażnienia ludzi”, przez co po jakimś czasie można chcieć sobie panną Lee wycierać, brudne od błota, buty. Może i pod koniec nieco się zmienia i pokazuje swoje lepsze oblicze, ale ten niesmak dalej we mnie pozostaje.
Drugim bohaterem jest Kaspar, który od urodzenia jest wampirem. Tutaj poznajemy go jako nieczułego drania, dla którego śmierć innych to drobnostka, ale lepsze są panienki i seks z nimi. Nic więcej. Nieco mi to nie pasuję, gdyż jak można się domyślić jest on jedną z ważniejszych postaci na swoim dworze. Czy wysoko postawiona osoba powinna mieć opinię bawidamka i seksoholika? Raczej nie. Tak więc Kaspar łapał u mnie same minusy, dopóki nie odkryłam dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Przeżył coś okropnego w swym życiu i taka była reakcja na to wszystko. Nie tłumaczy to jednak tego jak traktował dziewczynę. Do kobiet odnosi się z szacunkiem, chyba że dobre maniery wyrzuca się za okno i każe wynieść na śmieci…
Narratorami są tutaj dwie osoby, o których wspomniałam wyżej. To pozwala ich poznać z każdej strony i dowiedzieć się jak myślą na temat danej kwestii. Każde z nich wychowywało się w innych warstwach, przez co każda nowość jest przez nich odbierana w różny sposób. Również możemy zauważyć jak Violet i Kaspar myślą o sobie wzajemnie i na początku nie jest to raczej słodzenie sobie. Mogę uznać, że to strzał w dziesiątkę, by pisać oczami tych postaci, chociaż szkoda, że autorka nie wtrącała jeszcze innych osób.
Co mną wstrząsnęło w książce? Wulgaryzmy. Rozumiem, że dzisiejsza młodzież lubi sobie rzucać między sobą słowami na „k”, „ch”, „p” czy „s”, ale czy było to konieczne, aby był ich nadmiar w tej książce? Przecież to powieść dla młodzieży, więc powinno się ograniczać takie coś. Tak, możecie powiedzieć, że autorka chciała wczuć się w klimat młodziaków, bo sama nim jest, ale bez przesady. To już bym wolała natrafiać na błędy ortograficzne, które mnie rażą niż słońce.

- Związek? - powtórzyłem, rozglądając się i szukając odpowiedzi w ścianach.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy byli zaręczeni.
- Kaspar, czy ty w ogóle nie zaglądasz na Facebooka? Zaznaczyłam tam, że jestem w związku! Z tobą!”


Podsumowując:
Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem” to niegrzeczna odpowiedź na sagę „Zmierzch”, która tak naprawdę powinna pójść się schować, bo nie dorównuję jej do rogów stron. Nie mówię, że tamto to arcydzieło, lecz porównywanie tych dwóch książek to lekkie przegięcie.
Jest to kolejna historia o wampirach nic nie wnosząca do świata fantastyki. Było o niej głośno i znowu będzie, bo w listopadzie wchodzi drugi tom - Jesienna Róża.
Ta kolacja była dla mnie niesmaczna. Gdybym wiedziała, że skończy się to zgagą to bym tego nie skosztowała.
Moja ocena: 2-/5

Recenzja znajduje się również tutaj:

sobota, 25 października 2014

Anioł Śmierci oczami ~ThingsInsideOfMe

Zło może działać w lekarskim kitlu, rękawiczkach i pod pozorem pomocy...  

ROK 1945. Najgroźniejsi zbrodniarze wojenni, m.in. Josef Mengele, przedostają się na tereny, z których nie grozi im ekstradycja do Europy.

ROK 1960. Rodzina z trójką dzieci przemierza Pustynię Patagońską, by objąć spadek po zmarłej krewnej. Spotykają uroczego, dystyngowanego Niemca, który podaje się za specjalistę od genetyki i ofiarowuje pomoc w leczeniu 12-letniej Lilith, co nieodwracalnie zmieni jej życie. Tak rozpoczyna się mrożące krew w żyłach spotkanie z potworem, który - przybierając ludzką postać - wkracza w intymny świat niczego niepodejrzewającej rodziny.

Tytuł polski: Anioł Śmierci
Tytuł oryginalny: Wakolda
Rok wydania: 2014
Autorka: Lucia Puenzo
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Replika

„Anioł Śmierci” to książka luźno oparta na faktach historycznych. Opowiada o powojennych losach doktora Josefa Mengele, który – uciekając przed karą – wyjechał do Ameryki Południowej, skąd nie groziła mu ekstradycja do Europy. Kilkanaście lat po wojnie, podczas pobytu w Argentynie, doktor spotyka rodzinę z trójką dzieci. Tak się składa, że podróżują w tym samym kierunku, więc Mengele powoli wkrada się do życia rodziny, a zwłaszcza dwunastoletniej Lilith, dziewczynki zbyt małej jak na swój wiek, którą doktor zobowiązuje się leczyć.
„Anioła Śmierci” z przyczyn ode mnie niezależnych przeczytałam po obejrzeniu filmu na jego podstawie i muszę przyznać, że nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Ot, przeczytam to, co widziałam na ekranie kilka miesięcy wcześniej.
Nic bardziej mylnego. Książka opowiedziała tę samą historię w zupełnie inny sposób, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Powieść skupia się na więzi łączącej doktora Mengele z małą Lilith. Żyją obok siebie w pensjonacie prowadzonym przez jej rodziców. Ich relacja nie jest zwykłą relacją między lekarzem rodzinnym i pacjentką – to coś o wiele głębszego. Jestem pełna szacunku dla autorki i sposobu, w jaki napisała książkę. Historia opowiadana jest przez nie zawsze czyste myśli bohaterów i ich nie zawsze jednoznaczne wypowiedzi. Mało jest rzeczy, których dowiadujemy się wprost. Postacie poszukują swojej ukrytej tożsamości i wzajemnego zaufania, a to wszystko w cieniu tajemnicy skrywanej przez doktora z Niemiec.

„Anioł Śmierci” to poważna książka, jedna z trudniejszych, z jakimi przyszło mi się zmierzyć. Wciągnęła mnie jednak na tyle, że przeczytałam ją w dwie godziny. Jest historią, która na długo pozostanie w moim sercu. Nie zrażajcie się tym, że książka jest oparta na faktach historycznych, bo postać Mengele i jego życie są jedynie pretekstem do przekazania czegoś o wiele bardziej poruszającego i głębszego niż tylko powojenne losy nazisty uciekającego przed karą. Czegoś, co czyni człowieka na swój sposób mądrzejszym.

Ocena: 10/10

Recenzję znajdziecie również na lubimyczytac.pl

środa, 22 października 2014

Ofiara Losu oczami Akime

Autor: Camila Lackberg
Tytuł: „Ofiara Losu”
Seria: Czarna seria
Wydawnictwo: Czarna owca
Ilość stron: 448

Policja w Tanumshede bada wypadek samochodowy. To, co wygląda na tragiczne zdarzenie bez śladów niecnych intencji, okazuje się czymś całkowicie innym. Kiedy dochodzi do kolejnego, równie tajemniczego zdarzenia, pojawia się hipoteza - a jeśli ofiary obu wypadków zamordowano? Policja w Tanumshede ma pełne ręce roboty, tym bardziej, że w mieście kręcony jest telewizyjny reality show. Obecność kamer podsyca konflikt między „gwiazdami” i miejscową społecznością. Czy zabójca kryje się w małej grupie głodnych mediów ludzi współpracujących z programem? Patrik Hedström ma problem z tą sprawą. Jednocześnie zajęty jest przygotowaniami do zbliżającego się ślubu z Ericą. Czas i wysiłek poświęcony na planowanie tego wydarzenia przeradza się we frustrację i stres. Napięcie jest tym większe, że u Patrika i Eriki mieszka jej siostra Anna z dziećmi. Niełatwo jest poradzić sobie z drobnymi kompromisami codziennego życia i ściganiem zabójcy, co widać szczególnie wyraźnie, kiedy Erica zaczyna podejrzewać, że Anna interesuje się całkowicie nieoczekiwanie jedną z osób z kręgu jej przyjaciół...

Ofiara losu... Komukolwiek nie mówiłam, że idę odebrać tę książkę, słyszałam pytanie: kupujesz książkę o sobie? Na początku zawsze śmiałam się, że tak, jednak teraz nie mogłabym się z tym zgodzić. Moje kalectwo a tytułowa "Ofiara losu" nie mają nic wspólnego. Tak więc jeśli zwodził was tytuł w tym samym kierunku, to muszę wyprowadzić was z błędu i powiedzieć, ze tyczy się czegoś zupełnie innego, jednak nie będę zdradzać szczegółów.

Zacznę tym razem od tego, że byłam sceptycznie nastawiona do tej części. Włączenie do niej reality show nie wydawało mi się dobrym pomysłem, a tym bardziej w momencie gdy odkryłam, że jest to program pokroju naszego, polskiego Warsaw Shore... Teraz jedyne, co muszę powiedzieć to to, aby was ten wątek nie zniechęcał. Wbrew pozorom nie jest to coś głupiego, jak można by się tego spodziewać. Pozornie puste osoby, jak się okazuje, mogą mieć jednak dość bogate wnętrze. Mimo tego jest wyjaśnione, czemu zgłosili się do tego programu, przez co na niektórych spojrzałam bardziej łaskawym wzrokiem. 

Muszę podkreślić, że Lackberg ukazuje tu dość kontrowersyjny problem nietolerancji wobec osób homoseksualnych. Rzecz jasna nie ma tu nasycenia opisami relacji damsko-damskich, czy też męsko-męskich, jednak jest to zasygnalizowane. Nie jest to także główną tematyką utworu, więc nawet jeśli ktoś jest uprzedzony, nie powinno go tu odstraszać.

Książka dodatkowo zaskakuje swoim biegiem wydarzeń. Znalezienie połączenia między kilkoma sprawami jest wręcz zaskakująco trudne, a połączenie faktów w jedną, spójną całość wprawiło mnie w osłupienie. Z drugiej strony wiele wyjaśnia motywacja mordercy. Nie chodzi tu o zabijanie samo w sobie, jednak porusza to kolejny problem, który daje się wyraźnie zauważyć w naszym społeczeństwie. Nie chciałabym tu zdradzać zbyt wiele, gdyż jest to wyraźnie związane z głównym wątkiem powieści, a w końcu nie chodzi tu o spojlerowanie treścią książki.

Kolejna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to media. W momencie, gdy śledztwem w sprawie zabójstwa zaczynają interesować się wścibscy dziennikarze, przestaje być kolorowo. Widać tu wyraźnie, jak bardzo trzeba się przy wszystkim kontrolować, by nie powiedzieć zbyt wiele, a jednocześnie zaspokoić ich ciekawość. Ogólne zainteresowanie tym, co robi policja, nie pomaga również w rozwiązaniu sprawy, jednak z przeciwnościami losu trzeba sobie tradycyjnie poradzić.

Jeśli chodzi o bohaterów będących z nami od początku serii, to w sumie toczą oni dalej swoje życie, w którym następuje wiele zmian. Dotyczą one zarówno Anny, jak i Patrika wraz z Eriką. Naszej głównej bohaterce pozostaje współczuć teściowej, która tradycyjnie wpycha się wszędzie w najgorszym momencie i próbuje narzucić swoją wolę. W końcu zaproszenie dalekich ciotek na ślub, które pan młody widział jako małe dziecko, jest konieczne.

Podsumowując, dzięki "cudownemu" reality show mamy tu zarówno postaci porażające swoją głupotą, jak i są tu osoby dość inteligentne i pracowite. Są tu poruszone problemy zarówno błahe, jak i poważne. Książka pomaga nam zwrócić uwagę na pewne problemy z różnych punktów widzenia, co sobie bardzo cenię. Mimo sceptycyzmu, który towarzyszył mi na samym początku, teraz mogę z pewnością powiedzieć, że jest to część zdecydowane warta uwagi.

Ocena: 6/6


niedziela, 19 października 2014

Pocałunek Kier oczami #Ivy

Autor: Lynn Raven
Tytuł: „Pocałunek Kier”
Oryginalny tytuł: „Der Kuss Kjer by Lynn Raven”
Przekład: Magdalena Mistewicz
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Foka
Ilość stron: 504



Przy pomocy podstępu, Mordan, pierwszy dowódca armii wojowniczych Kierów, dostaje w swe ręce młodą Lijanas z ludu Nivardów. Na polecenie swojego władcy Haffrena ma dostarczyć uzdrowicielkę na dwór królewski. Lijanas myśli jednak tylko o jednym – o ucieczce. Lecz gdy poznaje bliżej Mordana  słynnego „Krwawego Wilka” – ten zaczyna ją coraz bardziej pociągać. A on odczuwa to samo w stosunku do niej. Obydwoje czeka jednak śmiertelna niespodzianka.

Ponownie muszę się zabawić w odświeżanie swoich starych recenzji, gdyż aktualnie wyparowała mi wena na stworzenie coś nowego. W kolejce czekają cztery książki, a będzie ich jeszcze więcej. Postaram się napisać świeżą opinię we wtorek (o ile znowu nie będę miała minusowej chęci). Wróćmy jednak do książki, jaką jest „Pocałunek Kier”


Piękna i Bestia. Tak mogę określić te dwie postaci, które można było poznać w tej historii. Nie chodzi mi o to, że Lijanas niczym Bella rozmawia z imbryczkiem. Porównuję bohaterów do tytułu tej bajki, ponieważ tak sobie wyobrażałam ich wygląd. Na szczęście Mordan nie był aż tak owłosiony.
Głównymi postaciami są Lijanas i Mordan.
Mordan to wojowniczy Kier, pierwszy dowódca armii swoich rodaków. Jest bezlitosnym mordercą, który ma za sobą okrutną przeszłość. „Krwawy Wilk” jest znany w każdej wiosce. Pewnego dnia otrzymuje rozkaz od swojego króla, Haffrena, by przyprowadził do Turasu nivardzką uzdrowicielkę imieniem Lijanas. Zebrał swoich najlepszych ludzi i wyruszył na misję.
Lijanas to uzdrowicielka, znana w całej Anscharze. Urokliwa kobieta oczekuje powrotu swojego ukochanego, by dać mu ostateczną odpowiedź na pytanie, które on zadał przed swym wyjazdem. Lijanas zostaje wezwana do ciężko chorego pacjenta, nie wyczuwając małego podstępu. Zostaje schwytana przez Kierów, którzy wyruszają z nią do swojej wioski, napotykając na swojej drodze na przeszkody.

Lynn Raven nieco mnie zaskoczyła tą książką. Na samym początku czytanie jakoś mi nie szło, ale z czasem wszystko się rozkręciło i z przyjemnością oddałam się lekturze.
Musiałam się przyzwyczaić do stylu pisania tej pani. Posługiwała się starymi zwrotami, które pierwszy raz spotkałam w trakcie swojej przygody z książkami. Natomiast imiona jak i nazwy wiosek są tak wymyślne, że można to uznać za rekompensatę.
Fabuła jest wprost magiczna. Znalazłam tutaj wzruszające momenty, były chwile, kiedy uśmiech nie schodził mi z twarzy, ale również są krwawe sceny, przy których miałam gęsią skórkę. Dreszczyk emocji zapewniony.
Narracja jest trzecioosobowa, co jest kolejnym atutem. Historia jest opowiadana pod kątem Lijanas i Mordana, ale także bohaterów drugo czy trzecioplanowych. Dzięki temu mamy większy wgląd w ich naturalne życie i codzienne rytuały. Możemy poznać tamten świat z różnych perspektyw. Kolejny plus.
Opisy natury i pomieszczeń nie odstraszają swoją prezentacją. Czasem mi się zdawało, że jest tego za dużo, ale wkrótce stwierdziłam, że gdyby było krótsze to wszystko straciłoby sens.
Spoglądając na okładkę można zauważyć srebrzystowłosą dziewczynę o magnetycznie zielonych oczach. Kiedyś sama chciałam mieć taki kolor patrzałek (mam brązowe) i nie raz spoglądam na nią z zazdrością. Może to trochę chore zazdrościć wyretuszowanej postaci na kawałku kartonu, ale ta zielona barwa nie daje mi spokoju. Muszę jeszcze wspomnieć o cudownym koniu koło niej. Może i ma wygląd zwierzęcia ze wścieklizną, ale i tak bym go wybrała na przejażdżkę konną.

Pomysł na książkę wydał mi się oryginalny. Nie znalazłam tutaj nic co by mi podpowiedziało: „#Ivy, ten fragment powinien ci przypomnieć lekturę tego i tego autora”. Nie. Mój mózg nic takiego nie zakodował.
Tak jak napisałam na samym początku było mi ciężko czytać początek. Może to spowodowało to, że po czasie odwidziała mi się ta lektura? Postanowiłam jednak ją przeczytać do końca. Nie żałuję tego. Opinie innych czytelników okazały się zgodne z prawdą.
Co mi się w najbardziej podobało? Oczywiście osobisty koń Mordana. Był tak wyjątkowy, że chętnie bym go wyrwała z powieści i zrobiła mu stajnię koło swojego łóżka.
Następny lajk otrzymują rozmowy między Mordanem a Lijanas. Uwielbiałam czytać co było z nimi związane. Podchodziłam do tego z sercem i odczuwałam ich emocje. Ich wzajemne przyciąganie przypominało mi bieg w spowolnionym tempie. Dorastające uczucie bohaterów dodaje pikanterii.
Nie mogę zapomnieć, że również uroniłam łzy. Nie ze śmiechu. Ze smutku. Nieczęsto mi się to zdarza, bo jak twierdzą – mam serce z kamienia. Jednak okazuje się, że to tylko wymysły. Po prostu nastała taka sytuacja, że nie umiałam się powstrzymać. Przygryzałam wargę, słone krople spływały mi po policzkach i czytałam dalsze rozwinięcie akcji. Czy zakończyło się to happy endem? To już tajemnica.
Jedyne, co mi przeszkadzało to jaskrawość stron. Nie lubię, gdy coś takiego przeszkadza w czytaniu. Może można się do tego przyzwyczaić, ale osoby, które mają problemy ze wzrokiem to raczej męczy, niżeli zachęca do kontynuacji. chciałam wtedy zmienić ustawienia jasności, ale to papierowa książka – nie z nią te numery!

Książkę polecam serdecznie fanom Lynn Raven, którzy mieli przyjemność przeczytania jej innych dzieł. Również gorąco wciskam ją przed nosy książkoholikom, którzy kochają takie klimaty. Jak wam niestraszne opisy walk i rozcinania ciał to „Pocałunek Kier” jest dla was idealny.

Moja ocena: 4+/5

Recenzje można znaleźć również tutaj:

 ~ *** ~ 

Służbowa notatka.


Zaległości na waszych blogach nadrobię w najbliższy wtorek, ewentualnie w piątek. Jak zauważyliście zostawiam również komentarze pod recenzjami, które są już trochę „do tyłu”. Czytam wszystko – dobra ja. :)

środa, 15 października 2014

Kamieniarz oczami Akime

Autor: Camila Lackberg
Tytuł: „Kamieniarz”
Seria: Czarna seria
Wydawnictwo: Czarna owca
Ilość stron: 536

Jest październikowy poranek. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Przy ostatnim coś się mocno zacina. Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, i nie myli się ─ w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną zagadkę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i dlaczego zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...

I kolejny raz przychodzę do was z książką Camili Lackberg. Nie wiem czy macie jej dość, czy jeszcze nie, ale jesteście na nią skazani, do czasu aż jej nie skończę. Biorąc pod uwagę, że jest to dopiero trzecia część z ośmiu... Ok, to mało istotne. Przejdźmy do tematu. Muszę przyznać – kolejny raz bałam się, że się zawiodę. Miałam obawy, że w końcu zacznie to być monotonne i oklepane. Jakie się okazało? Odpowiedź czeka w dalszej części.

Zacznę od innej strony niż poprzednio. Siostra Eriki – Anna. Kolejny raz przez długi okres nie wykazywała się elokwencją. W porównaniu z pierwszą i drugą częścią wydaje mi się, że pojawiło się tu stosunkowo mało wątków nawiązujących do jej życia. Bohaterka mimo tego zaczyna się rozwijać, jest bardziej zdecydowana i podejmuje dość drastyczne decyzje. Zmiana w jej nastawieniu sprawiła, ze w pewnym stopniu udało mi się ją polubić, a na koniec bardzo mnie zaskoczyła i to pozytywnie.

Kontynuując poboczne wątki, bo nie chcę później za bardzo namieszać, przejdę do losów Eriki i Patrika. Nadal są dobrze wyważone, nie narzucają się i nie odciągają od głównej tematyki. Ich relacje nie są przesłodzone, ciągle mnie ciekawi jak to wszystko się u nich ułoży i co będzie dalej.

Czas na spojrzenie na wątek główny, bo w końcu jemu poświęcona jest recenzja. Znalezienie zwłok zamordowanego dziecka nie mogło być lekkim przeżyciem. Każdego poruszył fakt, że musieli się zajmować tak okropną zbrodnią. Trzeba tu przyznać rację, dziewczynka miała zaledwie kilka lat, to o wiele gorsze niż przeżywać śmierć osoby starszej. Coś, co zaburza naturalną kolej rzeczy zawsze jest bardziej traumatycznym przeżyciem.

W takiej sytuacji nasuwa się od razu kilka pytań. Kto zabił? Co nim kierowało? Dlaczego? Możliwości jest wiele, ale wytypowanie mordercy w książce Lackberg? Dla mnie jest to wielkie wyzwanie, każdy mój pomysł zostawał bardzo szybko obalony przez autorkę. Tradycyjnie zaskakują nas różne zwroty akcji, nagłe przebłyski w śledztwie, kolejne zaskakujące wydarzenia.

Znakiem charakterystycznym autorki na pewno jest pochyły tekst, który w pierwszej kolejności zupełnie nie łączy się z treścią, a na końcu tworzy jedną, spójną całość. Pomaga to poznać lepiej niektórych bohaterów i zrozumieć sposób ich działania. Jestem pełna podziwu, że można łączyć w całość dwa pozornie różne światy.

Znów wychwalam i wychwalam, boję się, że was tym zanudzę! Staram się doszukać jakiś wad jej powieści, ale nie jestem w stanie. Może jak minie mój zachwyt? Ale na to zbyt szybko nie liczcie. Mam jeszcze trochę przed sobą i póki co nic nie wskazuje na zmianę mojego nastawienia.

Wypadałoby wszystko podsumować, ale to za chwilę. Na nudnych przerwach nie umiem sobie odmówić czytania, co moi nauczyciele zauważają aż za bardzo. Najpierw Pani Dyrektor, później historyczka, aż w końcu zwróciła na to polonistka. Każda z nich po kolei do mnie podchodziła i wychwalała Lackberg. Nie spodziewałam się, że sięgam po książkę tak popularną wśród rady pedagogicznej mojego liceum.

Zmierzając ku końcowi, nie mogłabym nie polecić także tej części. Cieszyłam się jak dziecko, że jest grubsza i starczy mi na dłużej, a jednak pochłonęłam ją w trzy dni, mimo nawału szkolnych obowiązków. Poruszyła mnie, zaskoczyła, ciężko było nie sięgnąć od razu po następną część. Powstrzymało mnie tylko to, że było koło północy, a następnego dnia wstawałam o piątej rano. Tak więc jeszcze raz gorąco polecam i dziękuję za przeczytanie moich wypocin. :D

Ocena: 6/6


! UWAGA !

Na naszym fanpage odbywa się aktualnie KONKURS.
 
Do wygrania są dwa komplety książek (Tom I i II Ostatniej spowiedzi) - kto już je posiada, w razie wygranej, może zamienić nagrodę na tom III.
 
Więcej informacji: [klik]
Serdecznie zapraszamy. :)

niedziela, 12 października 2014

Serce i magia oczami #Ivy

Jak głosi legenda, przekroczyć mur może jedynie ten, kto wsławi się czynami niezwykłymi, mającymi wpływ na losy świata, przy tym musi być niezwykle odważny, prawy i dobrego serca. Lecz raz na 100 lat wejść tam może każdy, kto przychodzi z ogromną potrzebą, kto jest tak zdesperowany, że wbrew ogromnemu niebezpieczeństwu, które go może spotkać, decyduje się na to wielkie i heroiczne zadanie.”

Autor: Irena Chołuj
Tytuł: „Serce i magia”
Wydawnictwo: Psychoskok
Rodzaj książki: EPUB
Ilość stron: 259


Nie raz zastanawialiśmy się, jak to być istotą z nadprzyrodzonymi mocami. Pragnęliśmy kontrolować ogień, wiatr czy wodę, by udowodnić innym, że jesteśmy lepsi od nich. Chcieliśmy przechodzić przez ściany, znikać w odpowiednim momencie, biegać z niezawrotną prędkością. Te marzenia żyły z nami cały czas, rosnąc z dnia na dzień. Nasza lista powiększała się o kolejne nadnaturalne zdolności.
Z biegiem lat odkrywaliśmy, że to, co istnieje w filmach i bajkach tak naprawdę nie istnieje. Nie poczujemy tego na własnej skórze, przez co nie staniemy się kimś wręcz doskonałym. Nasze wady nie zostaną zakryte warstwą magii, której tak pragnęliśmy. Pozostały jedynie wspomnienia z dzieciństwa zapełniające nasze oczy słonymi łzami i wykrzywiające usta w uśmiechu.
Zostało jedynie śledzenie bohaterów o cudownych darach w książkach, filmach czy komiksach. To one Nas budują, nie pozwalają zapomnieć o tamtych subtelnych latach łatwowierności. Ale czy magia nie jest na tyle silna, by wpłynąć na Nasze losy?
Trzy czarownice, a zarazem siostry, łączy więzi rodzinne, jednak każda z nich ma swoją historię. Wszystkie są brzydkie, mają serca z kamienia, a inni czują przed nimi respekt. Tak jest naprawdę, czy to tylko pozory? Czy nie skrywają w sobie hektolitry dobroci, bywają piękne, wręcz przepiękne, aż wszyscy im tego zazdroszczą?
Poznajmy losy Wichory, Maszkary oraz Hulajdy, które nie tylko pragnęły odnaleźć syna tej pierwszej, ale także ocalić świat!

Już jakiś czas temu otrzymałam tę książkę do recenzji i opublikowałam ją na moim starym blogu, jednak postanowiłam ją nieco odświeżyć, by ponownie ją przedstawić. Szkoda by było, gdybym tego nie zrobiła, gdyż świat przedstawiony w „Serce i magia” pozostawił drobny ślad w moim umyśle. Ale jak go zinterpretowałam?

Już sam początek wskazuje nam to, że nie mamy do czynienia z miauczeniem większości ludzi na facebooku, a wręcz odwrotnie. Delikatnie wprowadza nas w ten magiczny świat, gdzie żyją główne bohaterki, a także miejsce, w którym dużo będzie się działo. Już w nim poznajemy syna Wichory, Natana, małego chłopca pragnącego zwrócić na siebie uwagę matki. Kobieta woli jednak narzekać na niego, niżeli traktować go tak, jak prawdziwa, stereotypowa rodzicielka. Kiedy Natan znika, Wichora odkrywa w sobie, że posiada takie coś jak uczucia i, wraz z pomocą swoich sióstr, postanawia go odnaleźć. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że będzie musiała dołożyć do tego walkę o swoją krainę, Zargarię.

Dwa gwiazdozbiory, Lew i Panna, tworzące konstelację gwiazd, zwaną Warkoczem Bereniki, przedstawią swe żywe oblicze.”

Bardzo mi się podoba zabawa autorki opisami krainy, które prezentują ją w pięknym świetle. Zewsząd otaczająca ją magiczna aura zdaje się wręcz krzyczeć: Tak, tutaj zaznasz więcej szczęścia, niżeli w swoim wymiarze! Dodatkowe połączenie w tej historii Ziemi z Galaktyką oddaje jeszcze bardziej ten magiczny klimat fantastycznej krainy. Tam nie ma miejsca na nudę – nie pozwolą na to czarownice!
Również pozytywnym aspektem są tutaj trzy siostry, które raczej zachowują się jak rozbestwione nastolatki, pragnące uwagi innych osób. Ich specyficzne poczucie humoru zagwarantuje to, że mimo ich negatywnej otoczki będziecie w stanie je zaakceptować, a nawet je pokochać. Wiecznie dokuczające sobie kobiety wydają się być wyprane z uczuć, ale kiedy przychodzi co do czego to okazuje się, że mają więcej serca od niektórych ludzi. Są w stanie poświęcić się dla własnej rodziny, prawie przy tym ginąc (więcej o tym zdarzeniu można znaleźć w książce!)
Poboczne postaci również mają wyraziste barwy. Nie ma tutaj takich osób, które ukazują się w opowiadaniu po to, by tylko zapełnić linijki tekstu, gdyż „książka wydawałaby się za krótka!”. Nic z tych rzeczy. Są tak samo dobrze zarysowane jak główne bohaterki, chociaż przyznam szczerze, że wolałam czytać o ich wybrykach. Dlaczego? A bo znam taką jedną czarownicę, która ma tak samo cięty język jak Wichora, Maszkara i Hulajda. Z tego miejsca pragnę pozdrowić Dżoanę! :)
Niektóre teksty, które tutaj przeczytałam tak mnie śmieszyły, że nie mogłam przestać chichotać. Zachowywałam się jak mała dziewczynka, kiedy w grudniu pożegnam swoje ostatnie – naście i będę musiała przywitać smętne – dzieścia. Jednak ten fakt nie przeszkodził mi w tym, bym mogła zakosztować lektury dla nastolatków. Tak na dobrą sprawę jeszcze nią jestem. ^^
Autorka może się pochwalić dobrym pomysłem na historię i przemyślaną fabułą, aczkolwiek trafiały się takie momenty, że wyzywałam niemiłosiernie. Jak to bywa w takich elektronicznych książkach – napotykałam się na literówki, zły zapis słów z „bym”, czy też błędnie skonstruowane dialogi. Rozumiem, że czasami jest tak, że korekta nie zauważy błędów, ale żeby aż tyle? Początek jeszcze nie ma jeszcze takich wad, ale trzy ostatnie rozdziały mogą się już nimi pochwalić. Tak, czepiam się, ale odkąd sama pisze opowiadanie staram się eliminować takie wpadki. Czytałam też, że córka pani Pałaj sprawdzała jej tekst, ale to nie o to chodzi, żeby sprawdzała to autorka. Tak, wiem, za wydanie e-booka płaci się od 600 – 900 złotych, w tym trzeba opłacić ludzi zajmujących się powieścią i tak dalej, ale tutaj Wydawnictwo Psychoskok powinno zwrócić uwagę korekcie. To nie powinno mieć miejsca, gdyż nieważny jest format książki – liczy się to, że dużo ludzi korzysta z tej formy zaistnienia w świecie pisarzy. Dlatego mój apel jest taki: Zwracajcie większą uwagę na to, co poprawiacie. Przez takie niedopracowanie książka może trochę stracić swojego piękna.

Z całego serca mogę polecić tę książkę osobom, którym brakuje baśni oraz fantastycznej przygody. Obiecuję, że poczucie humoru sióstr nie pozwoli Wam się nudzić, a klimat panujący w całej książce da ci wrażenie, iż cofasz się do dzieciństwa. Jedyny minus to te błędy, które zdążyłam wytknąć w jednym akapicie.
Moja ocena: 3+/5

Recenzje można znaleźć tutaj:

czwartek, 9 października 2014

Ty, ja i fejs oczami Akime

Autorzy: Jay Asher, Carolyn Mackler
Tytuł: Ty, ja i fejs
Wydawnictwo: Rebis Dom Wydawniczy
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 370

Nie byłoby tej całej historii, gdyby nie facet, rzecz jasna. Josh najpierw zepsuł w ich relacjach wszystko (totalnie!), a teraz jeszcze dał Emmie link do tego nieszczęsnego fejsa...
Przede wszystkim trzeba wam wiedzieć, że jest rok 1996 i kiedy Emma włącza przeglądarkę, wpisuje adres: "www.facebook.com" i się loguje - patrzy w przyszłość. Przegląda swoje aktualne wpisy (i to aktualne jak diabli, bo sięgające aż piętnaście lat do przodu), by sprawdzić, co się zmieniło. Jaki ma status związku? Kto tym razem dzieli z nią życie, no i najważniejsze - czy jest szczęśliwa?
Ciekawość sprawia, że Emma igra z losem - eksperymentuje z teraźniejszością, by przyszłość uległa fascynującym przemianom. Co później? "Zaloguj", "Odśwież". Nowi partnerzy i nowe dorosłe rozterki. Początkowo to wszystko ją kręci, ale sami rozumiecie - co za dużo...



Przy erze „fejsbukowych” maniaków ciężko jest skusić się na książkę w takiej tematyce, jednak ta wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo. Nadszedł dzień, kiedy przyjaciółka wcisnęła mi ją do ręki i powiedziała, że muszę to przeczytać. Nie czułam wewnętrznej potrzeby, aby sięgnąć po lekturę. Została mi przedstawiona jako „szybki przerywnik na jeden wieczór”, więc podążając za tą myślą spróbowałam jednak ją przeczytać. Mimo wszystko, nie zmienia to faktu, że najpierw zmusiłam do przeczytania tego moją mamę. I tak czyta wszystko, co się u mnie pojawi, więc co jej szkodzi?


Przejdźmy do rzeczy. Niechętnie nastawiona do książki musiałam ją najpierw przejrzeć. Rozdziały podzielone na dni tygodnia, a narracja na Emmę oraz Josha nie były dla mnie zbyt zachęcające. Nie lubię takiego pomieszania, zazwyczaj tylko działa mi na nerwy. Nasuwa mi się tu jednak mój skromny, osobisty plusik... Akcja toczy się w 1996 roku, który w końcu jest dość istotny w moim życiorysie, a wręcz stanowi jego początek. Ciężko nie skusić się na coś, co zawiera dla nas istotną datę. No w każdym razie ja tak już mam.

Facebook stroną z przyszłości... Chyba ciężko jest to sobie nam wyobrazić, jednak dla bohaterów jest czymś zupełnie obcym, nieznanym. Odwołując się do opisu książki zastanawiam się, jakbym poczuła się w sytuacji, kiedy logując się na „fejsa” zobaczyłabym swoje wpisy piętnaście lat w przód... Chociaż jakby nie patrzeć zaskoczyć mógłby mnie tylko jego odmienny wygląd (co zapewne nastąpi), a nie byłaby to dla mnie jakaś drastyczna nowość... Ale mniejsza z tym. Nasi bohaterowie muszą się pogodzić z tym, co ich spotkało. Skutki przeglądania własnej przyszłości, mogą być naprawdę szokujące.

Krótka refleksja na temat bohaterów. Do czynienia z „Ty, ja i fejs” miałam w lutym zeszłego roku, dlatego odwołując się do wcześniejszych przemyśleń stwierdzam, że Emma teraz powaliłaby mnie swoją głupotą. Już wtedy nie uważałam jej za zbyt elokwentną, a sami wiecie, że teraz mam na wszystko bardziej krytyczne spojrzenie. Punkt widzenia Josha bardziej przypadł mi do gustu, jakby nie patrzeć był mądrzejszy od swojej koleżanki.

Lekka lektura, ok – zgodzę się. Ale co do tego też mam pewne wymagania! Może niezbyt wielkie, no bo w końcu nie da się po tym wiele oczekiwać, ale ile razy można użyć zwrotu „jest naprawdę sexy”? Irytowało mnie to półtora roku temu... Aż strach myśleć, co byłoby teraz!

Książka a okładka – jeżeli Josh na okładce jest rudy, to chyba ja już nie odróżniam kolorów. Nie zmienia to faktu, że go polubiłam. Chociaż mogę to nazwać trochę inaczej – zaciekawił mnie jako postać literacka. Spotkanie kogoś jego pokroju chyba nie jest tym, o czym marzę... Nie, nie chodzi mi o to, że był rudy, no może trochę, chociaż spotkać przystojnego osobnika płci męskiej w tym kolorze włosów mi się zdarzyło. :D (Nie mogłam się powstrzymać)

Kończąc moje bezsensowne wypociny – łatwa, lekka i przyjemna lektura. W 100% zgadzam się z określeniem „przerywnik”. W sam raz na chłodny, jesienny wieczór przy gorącej herbacie, kawie czy co kto lubi. Rzecz jasna, o ile nie poszukujecie ambitnej lektury, bo wtedy zapewne się zawiedziecie. Nie będę nikogo jakoś drastycznie namawiać, decyzję pozostawię wam. :)

Moja ocena: 3+/6

poniedziałek, 6 października 2014

Niezgodna oczami #Ivy

Autor: Veronica Roth
Tytuł: „Niezgodna”
Oryginalny tytuł: „Divergent”
Przekład: Daniel Zych
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 351


Jesteśmy wolnymi ludźmi. Ubieramy się jak chcemy. Nosimy na sobie barwy strojów, które ukazują nasz charakter, samopoczucie.
Jesteśmy wolnymi ludźmi. Ubieramy się jak chcemy. Wybieramy takie barwy strojów, które nam odpowiadają. Nie jesteśmy zmuszani do poglądów starszyzny. Jesteśmy traktowani na równi z innymi. Próbujemy się szanować wzajemnie ze względu na pochodzenie, religie. Nie mamy ograniczeń związanych ze swoją przyszłością. Uczymy się tam, gdzie chcemy. Pracujemy w miejscach, które rozwijają nasze umiejętności. Mamy pełno zbędnych gadżetów, ale i tak trzymamy je ze względu na sentyment czy dla szpanu. Jednak mamy coś o wiele lepszego.
Mamy wybór. I to większy niż inni.
Beatrice żyje na ruinach Chicago. W świecie, w którym człowieczeństwo jest podzielone na pięć frakcji. Każda z nich oznacza coś całkowicie innego: Prawość (uczciwość), Altruizm (bezinteresowność), Erudycja (inteligencja), Nieustraszoność (odwaga) oraz Serdeczność (życzliwość). Sama mieszka w Altruizmie, lecz wkrótce nastanie dzień, kiedy będzie mogła to zmienić.
Każda młoda osoba w wieku szesnastu lat musi przejść test predyspozycji, by w dniu ceremonii zadecydować o swojej przyszłości.
Beatrice szokuje wszystkich drastyczną zmianą, gdy porzuca swoją rodzinę i staje się nowicjuszką Nieustraszonych.
Co spotka naszą bohaterką w tamtym świecie? Czy podoła wyzwaniu, by zostać Nieustraszoną? A może zostanie Bezfrakcyjna? Na te pytania może odpowiedzieć książka, ale również (odrobinę) moja recenzja.

„Ci, którzy chcą władzy i ją osiągają, żyją w ciągłym strachu, że ją stracą.”

Już na wcześniejszym blogu umieszczałam recenzję, jednak postanowiłam ją nieco zmodyfikować i umieścić raz jeszcze. Może trochę przekombinowane, lecz pragnę zrecenzować dalsze części, by ukazać moje spostrzeżenia. Jednak zajmijmy się „Niezgodną”.

środa, 1 października 2014

Alicja w krainie iluzji oczami #Ivy


Autor: Anna Skrzyniarz
Tytuł:”Alicja w krainie iluzji”
Wydawnictwo: Psychoskok
Ilość stron: 198
Format: EPUB


Jako dzieci kochaliśmy słuchać bajek. Te magiczne historie były z nami od zawsze, koloryzując ten czarno – biały świat. Królewna Śnieżka pomagała ścielić łóżko, gdy Zły Wilk stał za oknem, przyglądając się Czerwonemu Kapturkowi pomagającemu Twojej mamie przygotowywać posiłek dla całej rodziny. Krasnoludki układały porozrzucane po całym przedpokoju obuwie, a Calineczka zamiatała niewidoczne gołym okiem drobne warstwy kurzu zalegające na półkach.
Nasza wyobraźnia była wyjątkowa. Dalej jest wyjątkowa. Potrafimy wymyślać, tworzyć tak piękne obrazy w naszych głowach, że nikt nie jest w stanie ich odwzorować. Może w pewnym stopniu dorównają naszym wymysłom, ale i tak wiemy, że tylko my jesteśmy w stanie je sprecyzować w najdoskonalszy sposób.
Po co nam wyobraźnia? Dla zabawy? Możliwe. Jednak większość jest zdania, że bez niej byśmy zwariowali. Życie w ciemnych barwach to tak, jakby ktoś zasłonił Słońce i nie pozwalał go odsłonić. Jest naszą dawką tlenu, która pozwala funkcjonować naszemu organizmowi.
Alicja była znana ze swoich fantazyjnych opowieści. Dzieci do niej lgnęły, gdy wypowiadała je na głos. Fascynacja innym światem była jej pomocą na zdobycie przyjaciół. Jednak przyszedł czas, by w końcu dorosnąć. Porzucić krainę elfów i zmierzyć się z szarą rzeczywistością. Czy temu podoła?

„Nie wolno być zbyt spontanicznym. Nie wolno biec i wołać. Trzeba się zatrzymać, zamilknąć i pomyśleć, a najlepiej zapomnieć i nic nie czuć...”

„Alicja w krainie iluzji” zaciekawiła mnie swym tytułem. Niegdyś „Alicja w krainie czarów”, później „Alicja w krainie zombi”. Teraz nadeszła pora na odpowiedź naszego rodzimego kraju, a dokładniej polskiej autorki, Anny Skrzyniarz. Ale czy na pewno znowu spotkamy tutaj Szalonego Kapelusznika lub jakieś potwory?
Książka pani Skrzyniarz ma to do siebie, że tutaj główna bohaterka musi się zmierzyć z codziennością, a co dopiero określeniem „dorosłość”. Córka rolników, która pozwala sobie marzyć, postanawia odciążyć rodziców i samej zapracować na swoje wymarzone studia w Krakowie. Dlatego też podejmuje ryzykowny krok i wyjeżdża do Londynu, by raz na zawsze zmienić bieg swego życia.
Alicja to typ dziewczyny twardo stąpającej po ziemi. Zawsze ma swoje zdanie, a jej cięty język może zrazić niejedną osobę. Jednak ona spotyka na swej drodze różne typy ludzi, zaczynając od wyrozumiałych, a kończąc na skamieniałych. Mimo młodego wieku może się pochwalić zdobytym doświadczeniem życiowym, a także mądrością, która płynie z jej ust równie często, jak kąśliwe uwagi.
Akcja jest przeplatana narracją trzecioosobową, przekazującą nam teraźniejsze zdarzenia, wraz z pamiętnikiem prowadzonym przez samą Alice (przepraszam, Alicję!). Nie jest to zdarzenie przypadkowe. Praktycznie każde ważniejsze wspomnienie jest nam ukazywane oczami głównej bohaterki. W ten sposób bardziej wgłębiamy się w jej postać i możemy odczuć to, co ona sama przeszła. Wraz z nią przeżywamy strach, radość, przerażenie czy też wstyd. Znajome uczucia, będąc kimś innym.
W pewnych momentach miałam ochotę kopnąć naszą zielonooką bohaterką w jej młody zadek. Tak, ponownie to uczucie, gdy to jest silniejsze ode mnie. Po prostu nie mogłam znieść jej surowości, z którą – z czasem – się oswoiłam.
Przejdźmy jednak do świata, który przedstawiła nam autorka, pani Skrzyniarz. Pokazała nam prawdziwe realia dzisiejszej młodzieży. Ile to teraz trzeba się nachodzić, by zdobyć jakąkolwiek pracę. Najlepiej mieć dwadzieścia lat i tyle samo doświadczenia. Tysiące rozniesionych CV, by później znowu sterczeć w kolejce w Pośredniaku lub uciec za granicę do pracy.
Tutaj są ukazane właśnie takie realia. Alicja jest taką samą osobą jak my. Poznając jej problemy możemy śmiało przytaknąć, że tak właśnie jest. Ukazane we fragmentach pamiętnika wydarzenia tylko potwierdzają tę tezę, że Polacy to silni ludzie. Są gotowi zapracować się na śmierć, by tylko lepiej zarobić na swoje życie między murami swego kraju. Może czasami za bardzo myślimy o pieniądzach, ale wolimy zagryźć zęby i dalej walczyć.
Wątek miłosny? Można tutaj taki znaleźć, ale jest on pobocznym aspektem całej książki. Tutaj nie przywiązuje się do niego większej wagi, chociaż jedną sytuacją można potwierdzić tezę, iż miłość na odległość rzadko kiedy przechodzi próbę czasu. Uczucie między Alicją a pewnym osobnikiem płci męskiej jest tego przykładem.
Książka jest napisana prostym językiem, który nie pozwala nam na oczopląs i łamanie języka, gdy pragniemy przeczytać komuś obok fragment. Autorka posługuje się pełnymi i wyrazistymi zdaniami, tekst nabiera lekkości i stateczności.

„Świat na głowie nie stanie, bo już na głowie stoi... Za późno nie jest już tylko na kawę o wschodzie słońca, na wiarę w samego siebie i zdrowy umysł Boga...”

Podsumowując.
„Alicja w krainie iluzji” to nie jest kolejna książka z ogromną fantastyką w tle. Wykreowany świat można uznać za ten, którego fabułę może ci opowiedzieć znajomy podczas spotkania towarzyskiego. To także nauka, że gdy chcemy walczyć o marzenia – róbmy to. Ale nigdy nie pozwólmy im uciec.

Moja ocena: 3/5

Recenzja znajduje się na:
Lubimyczytac | nakanapie | empik

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Psychoskok oraz pani Agnieszce.


W tym miesiącu postanowiłam nie dodawać podsumowania, gdyż nie miałabym czym zabłysnąć. Zrobię to dopiero w listopadzie, gdy już będę miała trochę recenzji na koncie i tak dalej. ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka