czwartek, 30 czerwca 2016

BLUSZCZOWE PODSUMOWANIE CZERWCA!

Hej! :)
Czerwiec. Miesiąc ostatnich lekcji w szkole, początku lata oraz wakacji. Nareszcie możemy pożegnać lektury szkolne, które tak często zajmowały miejsce w naszych rękach zamiast pozycji, które tak bardzo chcieliśmy przeczytać. Machamy z oddali do lekcji i sterty nauki, odciągającej nas od przyjemności czytania. Witamy wolny czas, który możemy poświęcić książkom. Witamy relaks i cudowną, słoneczną pogodę.
Ten miesiąc okazał się być dla nas niesamowicie łaskawym w ilość wyświetleń. A jeśli chodzi o przeczytane książki... nie ma najgorzej. Pozostaje pocieszać się myślą, że przez kolejne dwa miesiące wakacji uda nam się przeczytać więcej!

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Bluszczowe wyzwanie - Wakacje na 6!

Cześć! :)

Jako że mamy wakacje (odkrycie, geniuszu), to panna Królik i ja postanowiłyśmy zrobić coś szalonego. Nie chodzi tutaj o skok na bungee, pływanie z rekinami czy też wchodzenie w konflikt między fankami Peety czy Gale'a. Adrenalina miewa pozytywne skutki, jednak wolimy zostawić takie zabawy komuś innemu. My natomiast postanowiłyśmy zrobić mini wyzwanie wakacyjne!
Tymczasowy banner.

O co w tym wszystkim chodzi? Już Wam tłumaczymy!

czwartek, 23 czerwca 2016

Irena oczami #Ivy

Autor: Małgorzata Kalicińska oraz Basia Grabowska
Tytuł: Irena
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 416

Chyba każdy z nas przerabiał taki moment w życiu, kiedy rodzice rozpoczynali naszą naukę, która miała pomóc w dorosłym życiu. Prosili o odrabianie zadań domowych i przeglądanie notatek na następne lekcje, by przyswoić wiedzę i móc ją później wykorzystać. Starali się przekonać nas do porządków w swoim pokoju. W ten sposób chcieli nauczyć nas odkładania przedmiotów w wyznaczone miejsca, by później robić to samo z ważnymi dokumentami. Pomagali także odnaleźć nasze pasje. Zapisywali na przeróżne zajęcia, aby odkryć nasze przeznaczenie. Co z tego, że się przy tym wykosztowali, z nerwów stracili sporo włosów lub osiwieli albo śni im się wieczne powtarzanie tabliczki mnożenia? Dla nich były najważniejsze sukcesy swojej pociechy.
Jagoda robiła wszystko, aby móc zyskać w oczach swojej matki. Przy każdej drobnej czynności dwoiła się i troiła, żeby tylko było idealnie. Na próżno. Nawet teraz – jako dorosła kobieta – nie masz szans na usłyszenie jakiegokolwiek komplementu z jej ust. A mogłaby. Jagoda odnosi przecież sukcesy zawodowe. Jest ceniona w swoim zawodzie i wiele firm chętnie by ją wykradło do siebie. To jednak nie przekonuje jej mamy.
Dorota (bo tak właśnie nazywa się kobieta, która urodziła Jagodę) uważa, że jej córka została świadomą niewolnicą swojej korporacji. Zamiast tych lichych sukcesów w tej sferze wolałaby, aby jej córeczka wyszła za mąż. Problem jednak polega na tym, że nigdy nie dostrzegła przy boku swojej jedynaczki mężczyzny. A to źle wróży.
Wieczne konflikty między kobietami doprowadzają do ich rozłąki. Powód ich waśni wydaje się błahy, lecz wina tego sporu leży znacznie głębiej. Jagoda i Dorota skrywają przed sobą mroczne sekrety, których nie zamierzają sobie wzajemnie wyjawić. Kiedy pani bizneswoman próbuje odciąć się od własnej rodziny – wtedy do akcji wkracza „ciotka” Irena. Świeża wdowa ma już dość tej potwornej atmosfery i, raz na zawsze, zamierza ją przegonić.
Jakie sekrety skrywa ta niewinnie wyglądająca rodzina? Czy Irenie uda się pogodzić zwaśnione od wielu lat kobiety? A może wszystko zakończy się tragedią?
Bo czasami z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. I wtedy najlepiej stanąć z boku, by – w razie czego – móc się z niego wyciąć.

wtorek, 21 czerwca 2016

W świetle lamp czyli wywiad z Victorią Scott!

Zapewne wiecie, jak to bywa z szalonymi pomysłami. Przychodzą nagle i przez jakiś czas pasożytują w naszej głowie, próbując zmusić nas do działania. Czasem milkną, zniechęcone naszym brakiem reakcji. Ale innym razem wygrywają. I tak właśnie było w moim przypadku.
Nie wiem, co strzeliło mi do głowy, kiedy patrząc na okładkę [Tytanów] pomyślałam o wywiadzie z Victorią Scott. Bo w sumie… czemu nie? Spróbować zawsze można! Dlatego też zebrałam całe moje siły i… napisałam. Nie sądziłam, że doczekam się odpowiedzi – w końcu autorzy mają sporo pracy, a taka osoba jak ja jest tylko kroplą w morzu fanów. A jednak. Pani Scott odpisała już dwa dni później, zgadzając się na zadanie paru pytań dotyczących jej osoby. Z radości o mało co nie nabawiłam się skrzydeł!
Gotowi na wywiad z autorką bestsellerowej serii [Ogień i woda] czy też [Tytanów]?

sobota, 18 czerwca 2016

[FILM] Zanim się pojawiłeś oczami Królika

Reżyseria: Thea Sharrock
Scenariusz: Jojo Moyes
Gatunek: Dramat
Produkcja: USA
Premiera: 10 czerwca 2016 (Polska), 2 czerwca 2016 (świat)

Nikt z nas nie chciałby stracić tego, co dla nas najważniejsze. Nikt z nas nie chciałby być zmuszony do zmiany swojego trybu życia z powodu jednego wypadku. Nikt z nas nie chciałby stać się nagle więźniem własnego ciała, chcącym wydostać się ze swojej klatki i powrócić do osoby, którą kiedyś się było.
Will na skutek wypadku zostaje prawie w całości sparaliżowany. Z pełnego energii mężczyzny zmienia się w zgorzkniałą, zamkniętą w sobie osobę. Nie znajduje więcej powodów, aby żyć dalej. Stracił swoją ukochaną, stracił możliwość uprawiania sportów, stracił możliwość spełniania swojej pasji.
Lou potrzebuje pieniędzy. Zwolniono ją z pracy, a sytuacja w jej rodzinie nie jest najlepsza. Zrozpaczona w największym stopniu, zgadza się na wszystko. Nawet na propozycję opieki nad niepełnosprawnym.
Właśnie tak zaczyna się historia przedstawiona w [Zanim się pojawiłeś]. Muszę przyznać, że poszłam na ten film głównie z dwóch powodów:
1.       Gra w nim Sam Claffin, którego ubóstwiam.
2.      Trailer wydawał się być świetny, podobnie jak recenzje dotyczące książki Jojo Moyes, na podstawie której nakręcono film.
I tak jak zazwyczaj staram się najpierw przeczytać książkę, a dopiero potem obejrzeć film, tak teraz nie mogłam się powstrzymać. Zdecydowałam się na seans zaraz dzień po premierze. Chusteczki przygotowałam już wcześniej. Ale… czy były mi one potrzebne? Czy [Zanim się pojawiłeś] okazało się tak świetne, jak o tym teraz głośno w Internecie?

środa, 15 czerwca 2016

Gen atlantydzki oczami #Ivy + KONKURS!

Autor: A.G. Riddle
Tytuł: Gen atlantydzki
Oryginalny tytuł: The Atlantics Gene
Seria: Zagadka pochodzenia
Tom: I
Przekład: Zuzanna Byczek
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 560

Możemy odkryć dość sporo teorii na temat ewolucji ludzkości. Historycy od lat uczą nas, że z prostej linii wywodzimy się od małp ze względu na mocne podobieństwa. Zanim nastała era homo sapiens mieliśmy także tylu przodków o dziwacznych nazwach, że ciężko je wymówić, a co dopiero zapamiętać. Religia jednak temu zaprzecza. W Piśmie Świętym jest wyraźnie napisane, że pierwszego człowieka – na swoją podobiznę – stworzył sam Pan Bóg i nie ma mowy, by rasa ludzka była spokrewniona z małpami. Prócz tego, że jesteśmy ssakami nic innego już nas nie łączy.
Mogłabym podać jeszcze inne przykłady, ale każdy z nich kończy się tak samo – na domysłach. W każdym z nich odnajdziemy szczyptę prawdy, dozę fałszu oraz kroplę sprzeczności.
A.G. Riddle idzie o krok dalej i podsuwa nam pod nos kolejną wersję naszej ewolucji.
Już od wielu lat naukowcy próbują rozwikłać zagadkę związaną z genem atlantydzkim. Wszelkie eksperymenty kończą się fiaskiem i zawsze powracają do punktu zero. Aż w końcu nastał czas, kiedy mogą ruszyć o krok dalej. A to wszystko za sprawą inteligentnej pani doktor Katherine Warner, która – na pozór – nie ma nic wspólnego z tamtymi ludźmi. Kobieta jest skupiona na badaniach związanych z próbą zmniejszenia ilości dzieci chorujących na autyzm i to jest jej największym priorytetem.
Tak samo David Vale nie przypuszczał, że jego „prawie” ustabilizowane życie zostanie zdmuchnięte niczym domek z kart. Pracujący w tajnej organizacji zwalczającej terroryzm na świecie będzie musiał stoczyć walkę ze swoimi dawnymi sojusznikami, którzy zmienili front działania. Osamotniony próbuje również rozwikłać zagadkę pozostawioną przez pewnego człowieka.
Ziemi grozi zagłada. Czas zdaje się płynąć zbyt szybko, przez co tych dwoje musi zjednoczyć siły i pokonać swoich wrogów. Tylko co może zdziałać żołnierz i lekarka? Ich dwoje kontra tuziny niebezpiecznych oddziałów przeciwnika? To samobójcza misja!
Czy odnajdą kogoś, kto stanie po ich stronie i pozwoli zatrzymać antagonistów przed zrobieniem czegoś naprawdę głupiego? Jakie tajemnice zdążą ujrzeć światło dzienne i zniszczyć skorupę zwaną idealnością? I jak zareaguje Kate, gdy odkryje całą prawdę o swoim istnieniu? Czy odważy się uwierzyć w to wszystko? I co z tym wszystkim mają wspólnego umarli czciciele nauk Hitlera, którzy byli zafascynowani zaginioną Atlantydą?
Bo ludzkość od zawsze stanowiła zagadkę. Nawet dla samej siebie.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Królik i #Ivy gaszą ogień pytań, czyli odpowiedzi pełną parą! #3

Hej! :)

          W połowie maja na blogu pojawił się post, w którym po raz drugi mogliście zadawać pytania skierowane do mnie lub #Ivy. Podobnie jak wcześniej, teraz także wykazaliście się kreatywnością i ogromną ilością pytań! Odpowiedzi znów zostaną podzielone na dwie części, żeby nie straszyć ogromem treści. ;) Nie przedłużając - zapraszam na pierwszą z nich! 

sobota, 11 czerwca 2016

BLUSZCZOWY BOOK TOUR - ZAPISY!

Hej! :)

Czy chcesz przeczytać książkę [Jedyny pirat na imprezie] Lindsey Stirling, ale nie masz potrzebnej kwoty na jej zakup, a biblioteka miejska nie ma jej w swoich zbiorach? Ekipa Bluszczowych Recenzji może ci w tym pomóc! Jako jeden z patronów medialnych autobiografii skrzypaczki pragniemy zorganizować... Book Tour! Jesteście zaskoczeni?
W obieg nie ruszy jedna książka. Jako że recenzentki są dwie, to utworzymy dwie drużyny, które będą się nazywać #IvyTeam oraz #KrólikTeam. Tym samym jest okazja, aby więcej osób mogło zapoznać się z książką utalentowanej skrzypaczki!

Nasz skromny banner akcji - będziemy wdzięczne, kiedy zabierzesz go ze sobą na swojego bloga. Tym samym więcej osób dowie się o naszej zabawie! :)


Zaciekawieni?

czwartek, 9 czerwca 2016

Przyjacielski TAG książkowy!

Hej! :)
Każdy z nas potrzebuje przyjaciela. Osoby, której będzie mogła się zwierzyć ze swoich największych sekretów, podzielić się problemami, pośmiać się z filmików śmiesznych kotów w Internecie, poczytać najnowszy debiut Cacao DecoMorreno. Zresztą wymienione przeze mnie czynności to tylko kropla w morzu potrzeb, dla których pragniemy mieć bliską dla nas osobę.
Jak dobrze wiecie, nawet książkowi bohaterowie nie obejdą się bez swoich przyjaciół. Z okazji dzisiejszego dnia przyjaciela postanowiłam uczcić tak ważne dla nas osoby. To jak? Wyciągamy Picollo spod stołu i chipsy z szafki?

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Jedyny pirat na imprezie oczami #Ivy

Autor: Lindsey Stirling
Tytuł: Jedyny pirat na imprezie
Oryginalny tytuł: The Only Pirate at the Party
Przekład: Jerzy Bandel
Wydawnictwo: Feeria young
Ilość stron: 296

Jak często próbowaliśmy spełnić swoje marzenia? Niektórzy twierdzą, że los się do nich uśmiechnie i czekają na cud, gdy inni próbują wspomóc szczęście i robią wszystko, byle tylko uzyskać oczekiwany efekt. Niestety bywa tak, że nasze losy potoczą się inaczej. Marzenie jest już na wyciągnięcie ręki, kiedy prosta droga zamienia się w wyboistą, a rzucane pod nogi kłody są na tyle ciężkie, iż nie jesteśmy w stanie ich podnieść. W tym momencie większość się poddaje i stara się zapomnieć o planach, gdy ci nieliczni dalej walczą. Nawet wzywają innych do pomocy. A gdy udaje się pokonać przeszkody – wracają na wytyczoną przez siebie ścieżkę.
Tak samo było z Lindsey Stirling.
Niewielka ciałem, ale wielka duszą dziewczyna udowodniła całemu światu, że na scenie znajdzie się miejsce dla szalonej tańczącej skrzypaczki. Pokonała trudną drogę, gdzie zdarzały się chwile zwątpienia, ale powiedzenie „po burzy zawsze wychodzi słońce” okazało się prawdziwe i po każdym upadku udawało jej się podnieść.
Tym razem nie nagrała dla nas kolejnej wspaniałej płyty. Odłożyła na chwilę skrzypce i zatopiła się w pisaniu, by przekazać nam do rąk skrawek swego życia. [Jedyny pirat na imprezie] – jej niewinnie wyglądające dziecko posiadające bogate wnętrze.
Czy jesteś na tyle odważny, by rozpocząć przygodę z panną Stirling? Jak odbierzesz jej zwierzenia?
Bo warto wierzyć w siebie do samego końca. I ona to zrobiła!

sobota, 4 czerwca 2016

Arena 13 oczami #Ivy

Autor: Joseph Delaney
Tytuł: Arena 13
Oryginalny tytuł: Arena 13
Seria: Arena 13
Tom: I
Przekład: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 304

Jak często siadamy wieczorem w fotelu i zaczynamy rozmyślać o naszych marzeniach? W naszych głowach przewijają się kadry, gdzie otrzymujemy pozytywną ocenę z ostatniego sprawdzianu, szef chwali nas przed wszystkimi pracownikami i awansuje na lepsze stanowisko lub nasz ulubiony sklep organizuje wyprzedaż, a portfel jest gotowy na tę ewentualność. To tylko nic nieznaczące dla wielu sceny, ale czy musimy ostać na marzeniach? Przecież szczęściu trzeba pomagać, bo inaczej ucieknie, zostawiając po sobie wspomnienia.
Leif doskonale o tym wiedział, dlatego też - kiedy otrzymał potrzebny mu bilet – wyruszył w drogę, aby móc spotkać się z najlepszym zbrojmistrzem Tyronem i zacząć u niego szkolenie. Chłopak od wielu lat marzy o tym, by stać się profesjonalnym wojownikiem i trafić na słynną Arenę 13, a ten wybitny człowiek może mu w tym pomóc. Nie zapomina jednak, że musi dać też coś od siebie, bo inaczej transakcja nie będzie uczciwa. W końcu ma w tym pewien cel.
Chłopak pamięta, kto jest winien śmierci jego rodziców i pragnie zemsty. Wie, że Hob, potwór grasujący na ich terytorium, przybywa na arenę i staje do walki z najlepszymi wojownikami z Gindeen, gdzie jak wygra starcie to zabiera ze sobą przegranego: żywego lub martwego. Leif zamierza ukrócić tę chorą tradycję raz na zawsze i pozbyć się swojego największego wroga, lecz przed nim jeszcze długa droga.
Czy Leif okaże się dobrym uczniem i Tyron pozwoli mu na szkolenie u siebie? A może okaże się beztalenciem i jego zapał do walki zostanie zdetronizowany poprzez inne zajęcia? I jak zachowałby się, gdyby było mu dane stanąć twarzą w twarz z Hobem?
Człowiek jest nieprzewidywalny, kiedy chęć zemsty przysłania mu wszystko inne.

czwartek, 2 czerwca 2016

BLUSZCZOWE PODSUMOWANIE MAJA!

Cześć! :)

Kto by pomyślał, że ten czerwiec nastanie tak szybko! Jeszcze niedawno niektórzy walczyli z egzaminami maturalnymi, a teraz oczekują wyników. Niestety tego upływającego czasu nie mogą odczuć ci, co nadal użerają się z wszelakimi kartkówkami i sprawdzianami. I gdzie w tym wszystkim odnaleźć czas na ten magiczny wypoczynek? Przecież maj nie kojarzy się jedynie z nauką, ale też otwarciem sezonu na grillowanie i czytanie w plenerze (chociaż to można robić zawsze, ale nie powiecie mi, że piąty miesiąc roku nie ma czegoś takiego, co pozwala na inne odbieranie lektury na świeżym powietrzu).
My – jakimś cudem – odnalazłyśmy trochę czasu dla siebie. Nie zmarnowałyśmy go, dzięki czemu maj nie jest dla nas aż tak wielkim potworem!



Czy jesteście gotowi poznać nasze podsumowanie maja? :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka